Pies w Karkonoszach- nasza historia.

Dzisiejszym postem zaczyna się nasza wycieczka po Karkonoszach 😀

Takie podstawowe informacje na temat naszego wyjazdu, jaki był jego cel, co Tajson jadł, jak się czuł i jak przyjęły go góry.

Następne posty będą już konkretnie o trasach spacerowych, dodatkowo pokażę też nasze psiolubne noclegi, pakowanie, podróż pociągiem i przede wszystkim- recenzję akcesoriów do trekingu 😀 Będzie się działo!

Oczywiście, żeby Was nie zanudzić Karkonoszami, postaram się wciskać pomiędzy wyprawy, jakieś inne tematy 🙂

Nasza wycieczka odbyła się w terminie 22-30.07.2019.

Miasta jakie odwiedziliśmy do Szklarska Poręba, Karpacz i czeski Harrachov.

Podróżowaliśmy pociągami, choć raz zdarzyło się jechać busem i autobusem- tam gdzie ciuchna nie śmiga.

Dlaczego góry? Bo byliśmy tam już, bo lubimy łazić, czuć ból w nogach, targać ciężkie plecaki, podziwiać piękne widoki, czuć wiatr we włosach, dobrze jeść, spać w górach i spędzać razem czas… Czyli pojechaliśmy odpocząć, zrelaksować się i spędzić najlepszy urlop 😀

Plan był taki, żeby przejść całe Karkonosze, niestety nie powiódł się on z powodu braku jednego noclegu na szlaku i musieliśmy zejść w dół, do miasta.

Przy okazji zrobiliśmy jednodniowy odpoczynek więc zrobiły się zaległości nie do nadrobienia ale nie ma tego złego- i tak było bosko!

Mamy dobry pretekst by wrócić tam niebawem 😀

Planując wyjazd, zawsze znajduję tylko takie atrakcje, które zobaczyć mogę z psem. Na wspólnym wyjeździe nie ma kin, muzeów i zamkniętych ogrodów czy zamków- bez Taja mnie to nie bawi ;).

Preferujemy naturę, pola, lasy i wymagające szlaki, dlatego taki urlop zaplanowałam.

Karkonowski Park Narodowy jest psiolubny od strony polskiej i czeskiej.

Obowiązkiem jest prowadzenie psa na smyczy. 

Dlaczego to takie ważne? Bo dbam o psa, niepsich turystów, roślinność i żyjące w niej zwierzęta. 

O podróżowaniu z psem napisałam już post całkiem niedawno- do przeczytania tutaj.

Najważniejsza we wspólnym urlopie jest opieka nad psem.

Przede wszystkim stosowanie się do regulaminów! Jeśli wymagana jest smycz to nie rozumiem dlaczego połowa psów biega luzem! Największe przekleństwo spokojnych, górskich trekingów to podbiegające, niesłuchające się opiekunów psy…

Taj jest psem problemowym, nie pcha się do czyjejś michy i bardzo źle odbiera to, że ktoś jemu naskakuje z boku, zaczepia i gania. My się wkurzamy a Pimpuś szaleje.

Fajnie, że wszyscy chcą zabierać psy w góry, no super ale trochę rozumu też przydałoby się zabrać.

I nie myślcie sobie, że jestem hipokrytką, w ciągu 7 dni, Taj był luzem łącznie może dwie, trzy godziny, choć wydaję mi się to zawyżonym wynikiem.

Były to głównie zabawy w strumykach (byliśmy tam sami!) z bardzo wzmożoną, podwójnie ludzką obserwacją!

Nie wyobrażam sobie, że mój pies biega bez nadzoru po zboczach, na wysokości ponad tysiąca metrów. Przecież gdyby poślizgnął się i spadł, nie byłoby czego zbierać…

Bezpieczeństwo przede wszystkim!

Nie można zapomnieć o porządnym sprzęcie do trekingów.

Pas, smycz z amortyzatorem, dodatkowy mocny amortyzator, szelki- dla mnie to podstawa wyjścia w wysokie góry.

Jak zawsze postawiliśmy na akcesoria od Sali.pl

Egzamin z wytrzymałości zdany na piątkę, w użytkowaniu również przyjemny a dla psa to przede wszystkim, wygodny!

W czasie naszego urlopu temperatury wskazywały 18-25 stopni, czyli idealna pora na góry.

Nie wyszłabym, gdyby termometr wskazywał 30 i więcej, w ostrym słońcu, to sprawia, że wędrówki stają się katorgą.

A mając na smyczy psa, musimy zapewnić mu dobre warunki. Woleliśmy zrobić kilka kilometrów więcej by tylko iść terenem zalesionym i mieć cień.

Pamiętajcie, że rozgrzany asfalt nie jest przyjacielem psich łap, naprawdę łatwo o poparzenia.

W szczerym polu byliśmy raz i założyłam Tajowi derkę chłodzącą- pomogła w mig.

Zimą oczywiście ubraliśmy kombinezon.

Adresówka to podstawa! O tym już się konkretnie rozpisaliśmy tutaj 🙂

Często robiliśmy postoje, ich czas był w pełni uzależniony od naszych potrzeb. Zawsze patrzyłam na zachowanie Taja.

Miś, odpoczywanie na łonie natury opanował do perfekcji. Przysypiał na piasku, pod krzakiem, pod ławką w schronisku i na kamieniach.

Myślałam, że nigdy nie doczekam tego momentu 😀

W hotelach też od razu padał na łóżko i spał wciąż gdy budziliśmy go rano 😉 Nie było dramy, że jest w nowym miejscu- totalny luz.

Dlatego ważny był ten jeden wolny od dalekich wędrówek dzień, regeneracja była bardzo potrzebna.

Nieodłącznym elementem przerw w dreptaniu było podawanie wody. Piliśmy litr za litrem, ciągle uzupełnialiśmy zakupy.

Tempo, pogoda i wymagające trasy nie dały o sobie zapomnieć 😉

Czasem dawałam Tajowi wodę z miski, czasem z dodatkiem psiego energetyka, czasem z ręki a czasem chliptał ze strumyczka.

Pilnowałam go przed stanem odwodnienia bo ma straszne skutki w organizmie.

A o tym, że woda jest niezbędna pisałam w poprzednim poście- klik 🙂

Bardzo zależało mi na tym, żeby nie przerywać barfa, jednak przerwa była konieczna ze względu na pobyt w wysokich górach. Mięso mogłoby nie wytrzymać dwóch dni tułaczki, wolałam nie ryzykować. Tak długo jak to możliwe, dawałam mięso. W Szklarskiej czy Karpaczu, jest Lidl, Biedronka więc dałam radę upolować mięcho. Kupowałam mięso na dwa posiłki w przód więc w schronisku i w trakcie odpoczynku, Taj wcinał posiłek mięsny. Gdy nie było możliwości zakupów, do miski wjeżdżały puszki. 

Tajson nawet tego jakoś boleśnie nie odczuł. Widać było, że mięso sprawia mu większą przyjemność ale puchy były naprawdę najlepszej jakości więc dał się namówić na wariację. Rewolucji żołądkowych nie uświadczyliśmy więc na plus!

Oczywiście spakowane były też smaczki i gryzaczki 😉 Tajusiowi od razu milej się robiło po dobrej przekąsce 😀

Wiele razy prosiłam go o różne, dziwne pozy do zdjęć a on dzielny, ciężko pracował na nagrody 😉

Warto mieć motywatorki w kieszeni 🙂

Każda podróż uczy psa, kształtuje jego charakter, pracuje nad lękami.

Taj jest bardzo przylepnym psem, wiecznie przy mnie, zależny od każdego kroku a w górach dostał poważną lekcję.

Na długiej smyczy, szedł szybko, słuchał komend. Ich znajomość naprawdę się przydaje- szczególnie w trudnych warunkach kiedy bezwzględnie ma się pies zatrzymać lub ciągnąć w górę, czy przeskoczyć- nie może być pomyłek bo o wypadek nie trudno.

Także przez długą smycz miał wolność, wybierał sobie trasy sam.

Od niego zależało czy szedł prawą czy lewą, kamieniami czy piaskiem, trawą czy wodą. Widziałam to po nim, że był taki beztroski, pewność siebie rosła w nim.

Pomijając fakt, że był ciągle przypięty na pas, miał swobodę i podejmował własne decyzje.

Wspieraliśmy go w każdej potrzebnej chwili bo stresujące mogły być ciągłe zmiany powierzchni- chwilami były bardzo niewygodne i nie zawsze bezpieczne ale Miś się ani razu nie zawahał i nie przestraszył wysokości, tylko dzielnie parł do przodu.

Zadziwiał mnie swoją odwagą! Nad wieloma rzeczami w domowych warunkach by się zastanowił, przekombinował i przemyślał a tu zero zawahania, jakby po tych górach śmigał regularnie. Cieszę się, że zdobywanie szczytów, czas spędzany razem był też przezwyciężaniem lęków.

Wybieraliśmy naprawdę ciężkie szlaki, które większość ludzi omijała bo prawie zawsze wędrowaliśmy sami.

Zresztą, nie ma się co dziwić, jesteśmy wariatami żądnymi przygód 😀

Wyjątkiem była oczywiście okolica Śnieżki, tam to jak promocja w supermarkecie… Nie było gdzie nogi postawić, przytłoczył nas hałas i tłum ale zaraz szybko odbiliśmy w swoją ukochaną dzicz 😉

Przed daleką i wymagającą podróżą warto zastanowić się, czy nasz pies da radę, czy wędrówka sprawi mu przyjemność.

Jeszcze kilka lat temu, nie odważyłabym się zabrać lękowego psa w takie atrakcje (nowe miejsca, co chwilę nowy nocleg, zmiana jedzenia, wymogi i rozkazy).

Taj po prostu musiał dojrzeć, jego charakter się mocno zmienił- oczywiście to ogromna zasługa treningów i szkoleń ale także naszych wcześniejszych krótszych wypadów.

Bo właśnie tak zalecam uczyć psa podróżowania. Małymi kroczkami.

Najpierw idźmy do babci, później dalej do cioci, później nad jezioro, do sąsiadującego miasta, do dalszego, coraz bardziej też wydłużać te wycieczki aż dojdziemy do nocowania w nowych warunkach a później już czekają na Was najwyższe etapy podróżowania 😀

Trzeba też pamiętać o efektywnym odpoczynku! Nie siedzeniu, warowaniu i pilnowaniu otoczenia ale o zdrzemnięciu się i wyluzowaniu. To bardzo ważne by w każdej chwili móc zregenerować siły.

Nawet w góry wzięłam dwie zabawki bo po bardzo ciężkim odcinku, wymagającym odwagi i siły psychicznej, były dla Taja świetnym rozpraszaczem lęków. Nie pogłębiliśmy złych myśli tylko zupełnie je odrzuciliśmy bo jak diabeł zobaczy keczusie to nic innego się nie liczy 😀

Przydały się nam też jako czasoumilacze podczas posiadówek przy większych strumykach. Tak to się można relaksować 🙂

Oczywiście trzeba mieć na uwadze warunki zależne od pory roku. Na Śnieżce byliśmy zimą- śnieg był po pasy, trasy oblodzone, wszystko zasypane. Ani więc wędrówka nie była miła, wspinaczki niebezpieczne ale przede wszystkim słabe widoki.

Latem jest zielono, kwitnąco, jasno i przyjemnie a zimą tragicznie bo wszystko jest jednym wielkim śniegiem 😀

Nasz pobyt w Karkonoszach był bardzo udany!

Widoki piękne, trasy mordercze, fajnie spędzony czas i koniecznie musimy tam wrócić bo nie wszystko zostało zwiedzone 🙂