Nasze pierwsze zawody Dog Diving! (Poznań, 11/12.05.2019)

Gdy Taj był szczeniaczkiem, nic nie wskazywało na to, że w przyszłości będzie tak wspaniałym pływakiem.

Początki zabawy w wodzie były dla niego utrapieniem ale nie poddaliśmy się i pokazaliśmy mu pluski w bardzo przyjemny sposób.

Dzięki dużej dawce cierpliwości, przekazanej w trakcie nauki, dziś jest w stanie wskoczyć w każde miejsce.

Z pozytywnym nastawieniem pojechaliśmy więc na Dog Diving, czyli zawody skoków do wody.

Konkurencja powróciła na Latające Psy w Poznaniu a więc mieliśmy naprawdę blisko by pojechać i się sprawdzić.

Więcej o zawodach przeczytanie na oficjalnej stronie- klik.

Tak naprawdę to zapisałam nas kilka dni przed wydarzeniem- wiedziałam, że Taj czuje się dobrze, jest w dobrej formie i dobrym humorze. Oboje zdrowi więc można jechać 🙂

Standardowo, pociągiem 🙂

Taj sobie nieźle wypoczął w podróży więc na miejsce zawodów wkroczyliśmy pewnym krokiem, uśmiechając się i ciesząc sobą.

Wykorzystałam jego dobre nastawienie i zrealizowałam zalegającą sesję zdjęciową. Mimo dziesiątek psów biegających w zasięgu wzroku. tłumu i hałasu, mój miś dzielnie oddał się modelingowi 🙂 

Później już spokojnie czekaliśmy na starty 🙂

Pierwszym etapem była runda kwalifikacyjna, która wyłoniła tylko te odważne, skaczące psy.

Bo czym innym dla psa, jest skakanie z pomostu do jeziora a czym innym skok w mały basen i mnóstwo ludzi wkoło.

Naprawdę wiele czworonogów nie zdecydowało się wylądować w wodzie i obawiałam się również takie akcji 😉

Bardzo chciałam, żeby się jednak odważył, pokonał lęki i skoczył- blisko ale skoczył.

Taj nie jest przyzwyczajony do zawodów, nigdy nie brał w nich udziału. Męczy go duża ilość psów, nie czuje się w ich otoczeniu bezpiecznie i dało się to odczuć.

Psy często luzem podbiegały do nas, wsadzały mu nos w tyłek i to wystarczyło by Taj zrobił się burkliwy i wylądował w kagańcu. Nie mogłam ryzykować a Taj po oklatkowaniu pyska, jest psem idealnym 😀

Na organizację imprezy nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa. Wszyscy pomocni, uśmiechnięci, sympatyczni. Czuło się fantastyczną atmosferę.

Wracając do pierwszej rundy skoków… Dla Taja to był pierwszy taki skok w życiu, podeszłam z nim do progu więc pokazałam mu najpierw wodę, nakręciłam go odpowiednio zabawką, dałam do przytrzymania no i padło hasło zwalniające. Piłka wylądowała w basenie, Taj zatrzymał się na krawędzi pomostu i wybił się z miejsca. No był zszokowany 😀

Pogoń za piłką okazała się jednak ważniejsza niż strach a wyłowienie jej było największą radością dnia. Tak więc nastrój Taja był cudowny- nie musiałam się martwić zbyt dużym nakręcaniem, proszeniem się psa, dbaniem o jego humorki bo wszystko szło świetnie.

Pogoda była bardzo słoneczna i taki skok w wodę był dla psów nagrodą i ochłodzeniem.

Po kilku próbach osiągnęliśmy pułap trzech metrów i zakwalifikowaliśmy się do następnego etapu.

Cieszyłam się jak dziecko! Byłam bardzo dumna z mojego synka 🙂

Następna runda odbyła się tego samego dnia, kilka godzin później. Czekając na kolejne skoki spacerowaliśmy po Cytadeli, zadbaliśmy o rozchodzenie psa, o dostarczenie mu relaksu, siedzieliśmy na kocu, masowaliśmy Taja i chłonęliśmy atmosferę.

Oczywiście nie obyło się bez zabawy bo to bardzo wesoły czas 🙂

Spotkałam znanych mi zawodników- koleżanki i kolegów z miasta, z klubu, z treningów, także tych prowadzących seminaria, największe gwiazdy psich sportów 🙂

Niestety dane mi było oglądnąć tylko kilka startów, ponieważ dbałam o odpoczynek Taja i mościliśmy się między drzewami, w cieniu, z dala od ludzkości- tylko w takich warunkach diabeł jest w stanie się zrelaksować a to było dla mnie priorytetem.

Drugą rundą była runda wstępna i w niej także mieliśmy do wykonania kilka skoków więc skakaliśmy 😉

Najważniejsze było dla mnie obycie Taja z basenem i naprawdę radził sobie fenomenalnie.

Ze skoku na skok, bił swój rekord- czego więcej chcieć? 😉

Od razu po starcie uciekaliśmy do hotelu celem odpoczynku by następnego dnia mieć siły zwiedzać Poznań.

Jakim szokiem dla nas była informacja o załapaniu się do półfinału!

Nie mogłam w to uwierzyć! Taj na pierwszych zawodach w pierwszej piętnastce!

W mig zmieniliśmy plany by od rana walczyć o najlepszy skok.

Tajowi przede wszystkim należała się dobra surowa wołowa kolacja i odpoczynek. Powiem Wam, że padł jak dziecko, zajął swoje łoże i przebudził się dopiero rano.

Wysiłek fizyczny w połączeniu z psychicznym dał o sobie znak.

Oczywiście nie wydarzyło się nic, co mogłoby mieć negatywny wpływ na stan zdrowia psa, tego już pilnuję trzy razy mocniej 😉

Niestety rano obudziła nas ulewa, i to nie taka przyjemna i orzeźwiająca ale prawdziwy armagedon.

Ubrałam więc Taja w kurtkę (zawsze mam odpowiednio spakowany psi plecak) i ruszyliśmy autobusem w nieznane 😉

Na miejscu było pusto, wszyscy pochowani w namiotach, zero luzem latających psów 😛

Nie czekaliśmy długo na swoją kolej, w największym deszczu poszliśmy na pomost i Taj skoczył!

No i kurdę poleciał jak dzik w zimną wodę, mimo, że już przed startem był cały przemoknięty!

Szaleniec był w półfinale jako jedyny debiutant i kolejny raz pobił swój rekord!

Jakiś szał! 🙂 Nie mogłam się otrząsnąć z tej adrenaliny, z tej przygodny, z geniuszu tego psa.

Do rundy drugiej, wstępnej zakwalifikowało się prawie 30 psów tak więc mieliśmy z kim rywalizować 😀

Ostatecznie w półfinale zajęliśmy miejsce 11/12 z wynikiem 4,50 metra! 

Jestem bardzo zadowolona z wyników Tajsona w pierwszych zawodach Dog Diving <3

Mam nadzieję, że nasze następne skoki będą równie udane 😀

Ps. Odpowiednio dobrze przetestowaliśmy szelki Sali Speed więc recenzja pojawi się niedługo 😉

Przy skokach asystowały nam niezastąpione Likery i niestety jeden przepadł nam gdzieś zupełnie i to jest jedyna smutna wiadomość z tamtych dni…

Mamy mnóstwo pięknych zdjęć ze skoków i to kolejny argument, żeby na zawody jeździć 😀

I przyznam się szczerze, wydałam na nie więcej kasy niż chyba na sam wyjazd 😛

Nie żałuję ani jednej złotówki bo cieszyć się mogę takimi perełkami 🙂