Przegląd przysmaków od John Dog cz.1 [recenzja]

Do tego rodzaju postów jesteście tak samo pozytywnie nastawieni jak moje psy 😀

Wiedzą, że jak tylko wyciągam aparat i szykuję miejsce to będzie jedzone i lecą do mnie z prędkością światła.

No przecież nie mogę zrobić zdjęć i schować przysmaków w stanie nienaruszonym. W końcu kundelciaki to prawdziwi testerzy 😀

Więc dzisiaj, wszyscy razem, prezentujemy przekąski od John Dog.

Tym razem postanowiliśmy trochę poszaleć z aparatem i wyszło kilka ciekawych ujęć, które pokazują jak wariują moje psy w zamian za dobre przysmaki 😉

Gdy weźmiemy do ręki jakiekolwiek opakowanie smaksów John Dog, na pierwszy rzut oka dostrzegamy ładne, przejrzyste etykiety a na nich dokładne informacje o produkcie.

Folie są porządne, nie rozerwą się na pewno, wilgoć nie dopadnie jedzenia i jest to plus szczególnie na wyjazdach.

Ogromnym plusem jest to, że każde smaczki mają zamknięcie strunowe.

Nie rozumiem natomiast, dlaczego niektóre opakowania, zapięcie mają od dołu (najlepiej!) a inne od góry? W przypadku tego drugiego, konieczne jest oderwanie etykiety czego skutkiem jest wkładanie jej razem z przysmakami by mieć pewność co podajemy 😉

A teraz zaglądnijmy do środka 😀

  1. Pasztety w tubce.

Mamy je w dwóch smakach- gęsina i wątróbka.

Jest to niecodzienna forma wydawania nagrody i chciałam sprawdzić jak zareagują na nią moje psy i jak widzicie, z wielkim zainteresowaniem mlaskały jęzorami by wydobyć mięso z tubki.

Skład jest przyjemny, mięso łatwo się wyciska, nie brudzi rąk, jest to naprawdę wygodny sposób dawania smaka.

Muszę wspomnieć o bardzo przyjemnym zapachu. Zdecydowanie dla każdego psiaka.

Niestety jest zbyt mokre i czasem ciecz wylewa się bokiem brudząc tubkę i kapiąc na materiał, zostawia tłustą plamę.

Zazwyczaj jednak pieski ładnie omiatają otwór jęzorem i zgarniają wszystko żeby tylko się nie zmarnowało 🙂

Każdy pasztet musimy sobie fabrycznie otworzyć! Po otwarciu trzymam w lodówce.

Bezproblemowo transportuje się w plecaku, nerce a nawet w spodniach 😀

Niestety pasztecik jest tak kuszący, że grozi chęcią zjedzenia w całości 😛

2. Kiełbaski z jelenia.

I to prawdziwe serdelki 😉

Pachną bardzo przyjemnie i kuszą pieski bardzo mocno.

Skład jest fenomenalny- suszone mięso pokryte jest jakby flakiem, który oczywiście jest w pełni bezpieczny.

Psy chętnie je kosztowały a nawet kot się poczęstował.

Łatwo kroją się nożem na mniejsze kawałki więc można wydawać je w trakcie treningu.

Nie brudzą rąk, śmiało można je wrzucić także w kieszeń, nie są tłuste.

Każdy psiak będzie zadowolony z takiego przysmaczka.

3. Ciasteczka kosteczki

Do wyboru mamy dwa warianty smakowe- wołowo-drobiowe i łososiowe.

Różnią się jedynie kolorem.

W składzie mają mąkę razową więc są chrupkie ale nie kruszą się bez potrzeby.

Kosteczki są małe więc odpowiednie dla każdego ale gdyby była taka potrzeba, można je jeszcze w rękach przedzielić na pół.

Moje psy chętnie je wcinają i wykonują ćwiczenia gdy nagrodą jest właśnie taka kosteczka.

Pachną przyjemnie ale bez rewelacji jak to produkt zbożowy.

Może nie jest to najzdrowsza przekąska ale w niewielkiej ilości nie zaszkodzi a urozmaici nagradzanie- czasem psa warto zaskoczyć czymś nowym 😉

4. Przysmaki szwajcarskie- koreczki i rureczki.

Wołowina to coś co moje psiaki uwielbiają!

Te smaczki mają naprawdę rewelacyjny skład!

Mięso jest grillowane, miękkie, półwilgotne i pyszne- psiaki oszalały 😀

Oba rodzaje nie brudzą rąk, idealnie nadają się do nagradzania w trakcie treningu.

Rurki możemy sobie jeszcze dzielić na mniejsze kawałki.

Super nadadzą się dla małych piesków. Pachną nieziemsko.

Jedne z lepszych treningówek jakie mieliśmy okazję próbować.

5. Krtań wołowa.

Dodatek do zamówienia a Taju na pewno chętnie schrupie 😉

Środek jest pusty więc można go wypełnić- jak konga.

To już zabawka dla większych psiaków- jest twarda i naprawdę duża. Na pewno zajmie psa na dłuższą chwilę.

Wszystkie przysmaki na pewno zawitają u nas jeszcze wielokrotnie.

Chętnie też niedługo zamówimy coś nowego do sprawdzenia 😉

Zachwycona jestem stosunkiem ceny do jakości i składu.

Moje psy bardzo polubiły smaki John Dog i uznały je za świetny motywator! Tyle mi wystarczy 🙂

Jeśli patrzą na nagrodę z iskrą w oku to mam pewność, że podaję im prawdziwe pyszności a one są z tego faktu zadowolone.

Nie mogły usiedzieć na miejscu i dzielnie asystowały mi w tworzeniu dzisiejszego posta więc swoją nagrodę już odebrały 😀

Plisza także 😛 

Koniecznie wypróbujcie te przysmaki na swoich psach, nadają się dla każdego!