Mój kot nie wychodzi!

Oczywiście, nie wychodzi na dwór… 

Dziś poznacie moje zdanie na temat wypuszczania kotów poza dom.

Postaram się przytoczyć Wam solidną dawkę argumentów przeciwko takim zachowaniom.

Pewne jest to, że jesteśmy odpowiedzialni za swojego kota.

Nieważne w skąd go mamy, jakiej jest rasy i ile lat sobie liczy- musimy zapewnić mu najlepsze warunki do życia. 

Przede wszystkim, bezpieczeństwo tego życia. 

Mając kota w domu, wystarczy się za nim dokładniej rozejrzeć i wiemy, gdzie jest, co robi.

Jesteśmy spokojni o jego losy- to my zabezpieczamy mieszkanie aby nie mogło mu się w nim stać nic złego.

Jeżeli nagle stan zdrowia kota się zmieni- pojawią wymioty, biegunka, kulawizna- jesteśmy w stanie zareagować w odpowiednim momencie i ominąć tragedię.

Podwórka nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć. Jest ono naprawdę ogromnym skupiskiem występowania ryzykowanych sytuacji.

Pozwalając kotu szwendać się po okolicy, narażamy go na utratę zdrowia i często niestety, życia…

Wypadki z udziałem samochodów zdarzają się naprawdę często…

Jak i również pogryzienia przez psy…

Nie zdajemy sobie nawet, jak dużym niebezpieczeństwem są dla siebie przedstawiciele tego samego gatunku… 

Koty niekastrowane, głodne, chore, zestresowane staczają na wolności niezliczoną ilość walk o terytorium, o jedzenie, o kocice.

Z takich pojedynków, większość osobników, wychodzi z wieloma urazami, ranami, koszmarnymi wspomnieniami, które będą rzutować na przyszłą socjalizację.

Kiedy koty zaczynają hałasować i szkodzić na osiedlach, do akcji wkraczają ludzie… A raczej bydlaki…

Nie raz widziałam okaleczone koty, ze śrutem, powyrywanym ogonem, otrute…

Naprawdę myślisz, że bieganie po dworze to rozrywka dla Twojego ukochanego kota?

Często zdarza nam się brać na tymczas właśnie take osobniki. Miesiącami potrafią nie wychodzić zza kanapy, syczeć, bronić się przed dotykiem, rzucać się na jedzenie.

Ich rekonwalescencja, powrót do formy trwa miesiącami.

Przykładem takiego nieszczęśnika, jest nasza Plisia. Znaleziona w parku, osłabiona, prawie w stanie agonalnym, z wygryzionym a może wyrwanym ogonem… Wylaliśmy nad nią morze łez, eutanazja ciążyła nad nami kilkukrotnie… Nie poddaliśmy się, wiedzieliśmy, że musimy ją uratować, pokazać dobre i bezpieczne życie w domu. Udało się!

Niestety wiele kotów nie będzie miało takiej szansy i to my, ludzie jesteśmy za to odpowiedzialni…

Staram się pomagać jak mogę, tymczasuję i ratuję takie biedactwa o czym Wam już pisałam tutaj.

Pojawił się już także post o kastracji- klik. Czytajcie i edukujcie się! Nigdy nie jest za późno aby zadbać o swojego ukochanego kota!

Mało poruszanym tematem są choroby, którymi koty wychodzące mogą się zarazić. Nie mówię tu o infekcjach, które można łatwo wyleczyć ale o śmiercionośnych FIV czy FELV.

Gdzie będzie kotu lepiej niż w ciepłym domu? Czy lepiej żeby zamarzał na dworze? Będzie szczęśliwszy?

Kotu trzeba zapewnić odpowiednie warunki do szczęścia- możliwość drapania, skakania i zabawy, które zaspokoją ich popędy łowieckie. Następnie, odpowiednie miejsce do załatwiania potrzeb, dobre jedzenie i bardzo często- towarzysza.

Gwarantuję Wam, że da się to wszystko zorganizować bez konieczności wypuszczania kota na mróz… 

Jeśli nie wiecie jak to zrobić, polecam skorzystać z pomysłów z książki „Kocie Mojo” (recenzja). To naprawdę inspirujący poradnik, który sprawi, że ukochany mruczuś będzie szczęśliwy i zadowolony z życia w domu.

Wdzięczność okażą na pewno sąsiedzi, których domy, ogrody i samochody są mocno niszczone i obsikiwane …

Muszę wspomnieć, że nasz kochany kociak to łowca i drapieżnik, który z chęcią zapoluje na młodego ptaszka czy gryzonia… Trzymając go w domu, mamy wpływ na prawidłowy rozwój wielu gatunków zwierząt.

Zrób nam wszystkim przysługę, nie wypuszczaj kota na dwór!!!