Hunter, obroża ledowa dla psa Yukon [recenzja]

Jesień nastała, ciemność zapada już w godzinach popołudniowych więc przedstawimy Wam nasz niezbędnik właśnie na tę porę 🙂

Każdy zapewne wie, czym jest obroża ledowa oraz zna jej przeznaczenie.

Natomiast chciałabym Wam przedstawić konkretny egzemplarz marki Hunter. 

Swoje egzemplarze zamówiłam ponad rok temu w sklepie internetowym Zooplus, jednak teraz widzę, że są tam już niedostępne…

Kupić je można na stronie firmy Hunter, dokładnie tu.

Przyznam szczerze, że nie zwróciłam uwagi na markę akcesoriów i miło się zaskoczyłam bo słyszałam na jej temat same pochwały.

Chętnie rozpoczęłam testy by wyrobić własną opinię o tej super firmie 🙂

Obroże kosztowały 50-60 złotych za sztukę i naprawdę długo wahałam się nad tą inwestycją, to jednak sporo kasy.

Przyzwyczajona byłam do kiepskiej jakości, tanich świecidełek za kilkanaście złotych ale nie byłabym prawdziwym maniakiem gdybym nie zaryzykowała.

Produkty nie były jakoś super zabezpieczone, opakowaniem były jedynie dwa kawałeczki kartonika ale po dokładnym wymacaniu obroży stwierdziłam, że nie ma części, która łatwo uległaby zniszczeniu.

Sami zobaczcie, kawałek silikonowej rurki i plastikowe zapięcie 😉

Szkoda, że nie było ani jednego słowa po polsku, również na instrukcji ale bez problemu poradziłam sobie z angielską wersją.

Mamy informację, że produkcja jest niemiecka.

Dołączony był oczywiście krótki kabelek USB, bo w ten sposób ładuje się obroże Hunter. Możemy podłączyć go do laptopa lub do ładowarki od telefonu. Ogromny plus, że możemy to zrobić bez problemu w trakcie wyjazdu, nawet w pociągu byle tylko mieć dostęp do prądu.

Czas pełnego ładowania nie jest długi (około 1,5 godziny) a plusem jest to, że jeśli nie uda nam się w pełni jej podładować ona i tak będzie świeciła ale słabszym światłem.

Każda sztuka jest regulowana między 20 a 70 centymetrów a więc możemy ją dopasować do każdego psa!

Tajson ma przyciętą dość ciasno, żeby jej nie zgubił w trakcie zabaw, natomiast egzemplarz Mii nie jest w ogóle ruszony i wisi sobie ładnie na szyi.

Gdybym skróciła jej obrożę, zapewne zginęłaby w kłakach a tak jest lepiej widoczna. No i w przypadku Pelci, nie boję się o zerwanie 😉

Docięcie obroży jest dziecinnie proste. Robimy to od strony widocznych na silikonie nożyczek.

Lepiej robić to stopniowo, żeby nie przegapić odpowiedniego wymiaru 😉

Pasek LED, będący wewnątrz rurki, z łatwością daje się przeciąć nożyczkami.

Skoro mi się udało to nikt nie powinien mieć z tym problemów 😀

Włączone obroże są bardzo dobrze widoczne, według firmy Hunter, nawet do 500 metrów.

Do wyboru mamy dwa rodzaje migania oraz światło ciągłe. 

Ze względu na zdrowie psa, zawsze wybieram ostatnią opcję.

Mnie samą bolą oczy od ciągłej pulsacji więc nie chcę narażać psa na dyskomfort.

Obroża prezentuje się bardzo ładnie, szyku dodają jej czarne zapięcia.

Dostępna jest w pięciu kolorach więc można ją sobie dobrać do obecnych już akcesoriów.

Żałuję zakupu na zooplus bo tam były tylko dwa kolory, teraz dokonałabym innego wyboru ale trudno 😉

Najważniejsze, że świecidełka działają bez zarzutu! 

Mam pewność, że moje psy są dobrze widoczne a więc bezpieczne.

Bo właśnie po to zakładamy takie świecidełka, żeby w ciemności obecność psa nie była zaskoczeniem dla aut, rowerów czy przechodniów.

To naprawdę fajna sprawa, kiedy ludzie nas omijają, dając przestrzeń.

Oczywiście nie brakuje pochwał i słów zachwytu. Ludzie podchwytują temat, zadają pytania, chcą kupić dla swojego psiaka.

Czasem i ja korzystam ze świecącego psa bo zdarza nam się chodzić po naprawdę ciemnych miejscach i piesio oświetla mi drogę 😉

Tak było na plaży, około północy. Nie było widać nic poza gwiazdami.

Na dodatek fale powodowały taki szum, że nie usłyszałabym obecności psa a widząc światełko, miałam pewność, że jest blisko. 

Sprawdziliśmy przy okazji wodoodporność silikonu przy pomocy kilku nocnych zanurzeń w morzu i ani na chwilę nie przestała świecić. Brawo!

Teraz mam pewność, że i deszcz jej nie zepsuje.

W ogóle ten materiał, z którego obroża jest zrobiona, jest bardzo przyjemny, miękki, cienki i gwarantujący psu komfort. Nie produkuje hałasu, jest zupełnie cicha…

i niesamowicie lekka!

Taja szyjka nie doznała poparzeń, odcisków ani obtarć.

W trakcie biegów i zabaw z psami nie zgubił paska, nie rozpiął się samoistnie.

Nie jest to obroża, która może być na psim karku jedyną- jest za delikatna do przypięcia smyczy. Nie będzie to mądre rozwiązanie. Traktujmy ją jako dodatek.

Do zdjęć specjalnie ściągnęłam Tajowi inne akcesoria, żeby światełko było dobrze widoczne.

Przyznam, że czasem w trakcie szaleństw zdarzyło się, że okucie obroży po prostu wyłączyło oświetlenie. Używamy szerokich, mocnych okuć więc miały prawo tak zadziałać na guziczek włącznika. Przy odpowiednim skręcie szyi jest to możliwe. Wtedy po prostu wołam Taja do siebie i uruchamiam LED ponownie. 

Nie zdarzyło mi się, aby obroża rozładowała się na spacerze. Tak więc 2,5-3 godziny działa nieprzerwanie.

Kolejnym jej plusem jest łatwość czyszczenia 😉

Można przypiąć do niej adresówkę a raczej przewlec kółeczko przez rurkę- wypróbowane!

Obroży Yukon używam także na podwórku gdy w ciemności nie jestem w stanie dostrzec psów.

Szczególną uwagę zwracam na Mię, która jakiś czas temu zasłabła pod drzewem i nie byłam w stanie jej znaleźć. Od tamtej pory, nie rozstaje się ze świecidełkiem a ja jestem spokojna mając ją pod kontrolą.

W wielu przypadkach ledowa obroża dba o bezpieczeństwo naszych psów dlatego warto się w nią zaopatrzyć.

Egzemplarz firmy Hunter jest wyjątkowo wytrzymały i mimo wszystko, warty swojej ceny. Rozpoczyna z nami drugi sezon 🙂

Mam nadzieję, że posiadacie świecące elementy w psiej szafie 🙂