Flexi- kontrowersyjna smycz automatyczna!

Znów łapiemy się tematu kontrowersyjnego…

ale lubię takie 😉

Smycz flexi ostatnimi czasy jest olbrzymią przyczyną konfliktów wśród psiarzy, widać w internecie, że jej temat przynosi sporo kontrowersji i długie dyskusje.

Dlatego dziś chcemy Wam przedstawić nasze stanowisko w tym temacie.

Zacznijmy od tego, że tytułowa flexi to smycz automatyczna, rozciągana- jak zwał tak zwał 😉

Wyczytałam nawet, że pierwsza taka smycz została wyprodukowana w Niemczech w 1972 roku i była firmy Flexi. To najbardziej znana marka automatycznych smyczy.

W każdym sklepie zoologicznym mamy do wyboru różne warianty cenowe, wielkościowe i kolorystyczne.

Najdroższe na pewno są te markowe, np. Flexi ale muszę przyznać, że są one warte swojej ceny.

Rozmiar smyczy dobieramy zgodnie z wagą psa- im mniejsza to taśma będzie węższa i delikatniejsza. Logiczne.

Dlatego owczarka nie możemy prowadzić na smyczce z biedronki 😉

Długości rozwijanej smyczy także są różne- między 3 a 10 metrów.

Niezależnie od rozmiaru apeluję by zawsze wybierać egzemplarz z rozwijaną taśmą a nie linką!

Tu chodzi o bezpieczeństwo nasze a także przechodniów.

Z 10 lat miałyśmy z Mią bardzo nieprzyjemny wypadek z udziałem linki właśnie. Szłyśmy chodnikiem, Mia- wtedy już z 20 kilogramów miała na pewno, została przestraszona przez psa, który nagle doskoczył do ogrodzenia. W pierwszej chwili szarpnęła mocno w kierunku ruchliwej ulicy i wtedy ja zaczęłam panikować bo smycz się rozwinęła a ona była coraz bliżej szczekacza ale już z chęcią mordu w oczach. Nie miałam pomysły co zrobić więc zaczęłam ściągać sznurek do smyczy gołą ręką! Nawet fajnie szło do momentu w którym Mia nie postanowiła się ze mną siłować i sznurek zadziałał jak piła, która gładko wchodziła w moje palce. Miałam tak przepaloną skórę i żyłki w małym palcu, że nie poleciała ani kropelka krwi. Mia się oczywiście odwołała ale w palcu czucia nie mam do dziś. W szpitalu zszokowani byli tym, jak precyzyjne było przecięcie i szybkie zarazem, że krew nie wypłynęła choć wszyscy spodziewali się potoku 😉

Także to jest przestroga dla Was 🙂

Pomyślcie też o sytuacji, w której pies się zaplącze Wam o nogi i pociągnie, sznurek będzie bardziej bolesny niż taśma.

Przyznam, że po wypadku i niesprawnej prawej ręce przez kilka tygodni, zapomniałam o flexi na długie lata. Ale z powodzeniem, od kilku lat, używam jej na spacerach z Tajem.

Widocznie z wiekiem doszłam do kilku przemyśleń na jej temat 😉

Wydałam naprawdę sporą sumkę na dobrej jakości flexi- jest przystosowana do wagi Tajsona a raczej ze względu na jego zrywy utrzyma nawet 50 kg 😛 Taśma jest szeroka i mocna a jej kolor jest na tyle neonowy i dobrze wpływa na widoczność psa a więc i jego bezpieczeństwo. Konkretnego modelu nie pamiętam ale dałam ponad stówę 😉

Smycz automatyczna zapewnia psu swobodę w miejscach w których puścić go nie możemy. I nie mówię tu tylko o zakazach czy regulaminach ale świadomości naszego psa- jego charakteru, temperamentu i ułożenia. To my musimy znać psa i wiedzieć, czy zaufać mu można czy trzeba prowadzić na taśmie 🙂 To nie jest żaden przytyk czy wstyd, lepiej nad bezpieczeństwem psa czuwać. Ja w wielu sytuacjach mogłabym Taja spuścić ale mimo wszystko wolę go prowadzić na rozciąganej smyczy.

Bo na niej pies niby wolność ma ale ograniczoną. To w niej jest fajne. Jeśli trenujemy z psem posłuszeństwo ale nie zdobył jeszcze naszego stuprocentowego zaufania to na smyczy automatycznej można to sobie wciąż ulepszać. Pies ma możliwość odejścia od nas kilku metrów i czy zareaguje na naszą komendę z takiej odległości jest niezłym testem 😉

Długi czas wałkowałam w ten sposób komendę „stój” 🙂 Bo pies jednak idzie przodem, kawałek przed nami, więc powinien ładnie reagować na wydawane hasła.

Za każdym razem gdy Taj idzie z przodu a widzę przed nami psa to albo wołam Taja do siebie, równam i przechodzimy obok albo każę mu stać i ja dochodzę do niego i mijamy psa na podobnych warunkach. Mój pies ma problem z innymi przedstawicielami swojego gatunku, po prostu nie lubi się z nimi bratać i jak najbardziej to rozumiem więc pilnuję, by nie doszło do jakieś nieprzyjemnej sytuacji. Taj jest też dużym psem i chciałabym aby towarzysze chodnikowi czuli się komfortowo. Zazwyczaj go skracam gdy mijamy ludzi żeby nie plątał się po chodniku i nikogo nie wystraszył.

Tak, pies na flexi też może iść przy nodze 😉 Wystarczy skrócić smycz, zablokować i nawet jeśli pies się wyrywa to po prostu trzymać i nie pozwalać na samowolkę.

Musiałam to napisać bo wielu użytkowników smyczy automatycznych chyba o tym nie wie… Wiele razy obcy pies biegł za nami, albo koło nas, skakał na Taja a nawet na mnie… To nie jest miłe… I nie dziwię się, że ludzie z flexi nazywani są kretynami…

Naprawdę sporo spacerujemy osiedlami i widzimy mnóstwo dziwnych sytuacji ale to nie pies jest winien a właściciel. Za każdym razem to jego wina. Brak socjalizacji, nauki i rozumu…

Aktualną porą roku chodzimy oświetlonymi chodnikami a prowadzone one są wzdłuż ulic. Nie wyobrażam sobie spuścić psa w takim miejscu a dzięki flexi może odejść na trawę i powąchać coś ciekawego, oznaczyć, załatwić potrzebę bez człowieka nad głową. Ma swobodę w tym co robi, odrobina samodzielności jeszcze nikomu nie zaszkodziła 🙂

Ja mogę iść chodnikiem a pies sam penetruje krzaki, nie muszę z nim wchodzić na osrane chodniki, śnieg czy góry liści. To duża wygoda bo sporo takich tras pokonujemy.

Przemawia do mnie także fakt, że pies na flexi nie poplącze łap. No nie ma opcji. Nasz egzemplarz pracuje bez zastrzeżeń, nie zacina się, automat nadąża za Tajem, nie ciągnie się po ziemi.

Przy takiej długości dość często występuje zahaczanie o różne przedmioty, zaplątywanie o drzewa, ławki czy śmietniki ale my już opracowaliśmy sobie na to odpowiednią komendę 😉

Często mamy z tym do czynienia w lesie- bo tam psów nie puszczamy luzem!

To jest miejsce w którym żyją dzikie zwierzęta i nie możemy pozwolić aby pies dopuścił się pogoni za nimi.

Taj ma ogromne popędy, szybko wyczuwa zwierzynę i wręcz tańczy na smyczy.

Gdyby poleciał w las mogłoby się to źle skończyć i nie mówię o zniknięciu czy zabłądzeniu ale o starciu z dzikim zwierzęciem czy samochodem, jeśli wybiegnie na ulicę! Pomyślcie!

Powiecie, że równie dobrze, mógłby chodzić na linie treningowej ale kurcze, jak to się brudzi, jak się plącze między nogami, jak łatwo obetrzeć dłonie- dla mnie flexi wygrywa. Jest lekka, cicha, nie uderzy psa, nie ciąży mu na ciele.

Oczywiście ma tez swoje minusy- nie możemy się nią przepiąć w pasie, nałożyć na nadgarstek ani skrócić poprzez przytrzymanie taśmy drugą ręką. W rękawiczkach ciężko utrzymać ją w dłoni bo ślizga się strasznie, ciężko przypiąć do masywnej obudowy pojemniczka na woreczki 😉

Taśma niby ma jasny kolor ale nie brudzi się mocno, bynajmniej nam nie udało się jej doprowadzić do stanu w którym jej kąpiel byłaby naprawdę konieczna. Co prawda nie wrzucimy jej do pralki ale wyciągnięta w całości linę możemy wyszorować i poczekać ze zwinięciem do jej pełnego wysuszenia.

Widzicie, że dzisiejszy post to lata obserwacji 😀

Niestety wiele osób myśli, że spacer na flexi wystarczy by zapewnić psu odpowiednią dawkę ruchu i niestety są w błędzie. Smycz automatyczna to dodatek, urozmaicenie krótkich spacerów, nie może zastąpić luźnego spaceru, beztroskich zabaw i pogoni za patykiem 😉

Tak wyprowadzane psy są niewybiegane, dostają szału na widok psa, ujadają a opiekunowie niestety nie potrafią nad nimi zapanować… Smutny to widok…

Psiaki przywiązane do flexi są nauczone, że by iść do przodu trzeba pociągnąć i szarpią się wtedy i rzucają w wybranym kierunku byle tylko dostać się do celu. W większości przypadków są to małe pieski i właściciele dostrzegliby problem gdyby Pimpuś zamiast 5 ważył 50 kilogramów 😛 Ciekawe czy wtedy puszczaliby je na całą długość smyczy, do przodu, bez jakiejkolwiek kontroli i posłuszeństwa.

Wiem, jak pracuje mechanizm smyczy rozciąganej- pies musi go pociągnąć. Ale to nie znaczy, że ta straszliwa smycz utrwala przerażające nawyki, uwalnia bestię i pożera psu mózg…

Wystarczy włożyć trochę pracy, wprowadzić komendę po której pies zwolni kroku, nie pozwalać psu iść jeśli próbuje wyciągnąć więcej taśmy niż można.

To wszystko da się ogarnąć. Taj jest ciągnącym psem, jemu się zawsze spieszy, on lubi tak chodzić. Na każdej smyczy.

Ale pracuję nad nim w ten sam sposób także na smyczy miejskiej. Każda próba przeciągnięcia milimetra dalej mimo, że ręka mi już z zawiasów wychodzi, jest zatrzymywana a pies upominany.

Jak już podkreśliłam wcześniej, flexi używam gdy nie mogę Taja puścić lub gdy chcę mu podarować trochę wolności, uprzyjemnić mu spacer po osiedlu.

Nie wezmę nigdy automatu do centrum miasta, na ruchliwe ulice czy w podróż do nowego miejsca, tym bardziej większego miasta.

Prowadząc psa na rozciąganej smyczy trzeba mieć szeroką wyobraźnię i oczy dookoła głowy. W przypadku dużego psa wystarczy chwila by doszło do nieprzyjemnego zdarzenia.

Wydaje mi się, że do każdego sprzedanego egzemplarza powinna być dołączona instrukcja obsługi ale nie czysto techniczna a pokazująca przykłady właściwych i złych użyć takiej smyczy. Jej wady i zalety. Przeznaczenie. Może wtedy ludzi myślących byłoby więcej. Wiem po sobie, że najlepiej uczy się na własnych błędach ale taki błąd może kosztować nas życie psa… Na pewno nie jest warto.

Początki używania mechanizmu flexi są ciężkie, trzeba to wyłapać, przyzwyczaić się i ogarnąć refleks. W sprawnym opanowaniu jej jest trochę sztuki 😉

Może przydałby się jakiś kurs? 😛

Nie jest to smycz w każde warunki- nie wzięłabym jej na targi, na wystawę, na seminarium czy do restauracji…

Organizatorzy spacerów socjalizacyjnych za każdym razem proszę o nieprzynoszenie flexi a i tak zawsze znajdą się asy, które nie mają w domu innego rodzaju smyczy- wow!

Sami zobaczcie, ktoś nawet wszedł na automacie na Śnieżkę w tak tragicznych warunkach!

Mój pies miał smycz, amortyzator, pas, super sportowe szelki a tu Pimpuś na sznurkowej, cieniutkiej flexi…

Smycz automatyczna nie jest głupia, niepotrzebna i niebezpieczna tylko trzeba zrozumieć sens jej wykorzystania.

Nam bardzo pomogła w okresie rehabilitacji. Tajson przez długi czas musiał chodzić przy nodze, bez ciągnięć, szarpnięć i skoków. Z czasem zaczął dreptać przede mną ale między chodzeniem przy człowieku a wolnością całkowitą jest duża luka i tu włączyliśmy flexi. Pies był pod kontrolą więc szaleństwa nie miały miejsca ale miał na tyle wolności, że pojawiał się kłus, mięśnie pracowały ich użytkowość wzrastała i działo się to samoczynnie. Regularne spacery w tym trybie pomogły wrócić Tajowi do sprawności 🙂

Jestem bardzo ciekawa ilu z Was używa flexi w miarę regularnie? Dajcie znać!