Kilka słów o przysmakach MEATLOVE [recenzja]

Przyznam, że nie spotkałam jeszcze takich psich smakołyków, które szturmem zwojowały zoologiczny rynek!

Każdy maniak wychwala je gdzie tylko może, kupuje na targach, udostępnia w internetach i regularnie podaje psom!

O kim mowa? No jasne, że o MEATLOVE!

Nie znacie? Nie przyznawajcie się nawet 😉 Czytajcie naszą recenzję i szybciutko uciekajcie w internet zamawiać paczkę dla swojego czworonoga <3

Podjęłam się dziś trudnej próby napisania kilku zdań o produktach MEATLOVE a że zjedliśmy już kilka opakowań różnego rodzaju przysmaków, spróbujemy z recenzją zbiorczą 😉

Po raz pierwszy o tej firmie przeczytałam w internecie, była to dobrze przygotowana reklama, która spełniła swoją rolę i zaciekawiła psiego rodzica.

Jest to niemiecka produkcja, którą poznać możecie w filmiku zamieszczonym na stronie polskiego dystrybutora (klik). Przyznam, że trochę dziwnie słucha się kobiecej wersji „Love me tender” i ogląda mielone mięso ale kto co lubi 😉

Przy okazji zauważycie, że sklep internetowy jest przejrzysty, czytelny, łatwo znaleźć szukany produkt wśród tak bogatego asortymentu.

Pod tym adresem, poznacie także skład oraz pozostałe niezbędne informacje na temat interesującego Was przysmaku i zamówicie go z dostawą do domu.

Niestety dostępność stacjonarna nie jest jeszcze tak dobrze rozplanowana. U mnie w mieście nie można ich jeszcze nigdzie kupić.

Natomiast dystrybutorzy często wystawiają się na psich imprezach, wystawach czy targach i właśnie we Wrocławiu poczyniliśmy udane zakupy! By być na bieżąco polecam śledzić ich profil na FB 🙂

Sami zobaczcie jak profesjonalnie wyglądało stoisko! Obsługa była pomocna, miła i uśmiechnięta. Na każdego psiaka czekała degustacja (relacja)

To wtedy w oczach Taja dostrzegłam szaleństwo więc kupiliśmy kilka produktów na próbę.

Najważniejszy dla mnie jest skład przysmaków, szczególnie od czasu przejścia na barf. I MEATLOVE szczyci się właśnie zadziwiająco dobrym składem kiełbasek.

Na początku sceptycznie podchodziłam do pokarmu pakowanego w kiełbasy bo od razu przypomniały mi się te odpadki sprzedawane w mięsnym spod lady w których wszystko można było znaleźć…

A teraz dostajemy rewelacyjny produkt.

Mam jednak pewien problem z samym opakowaniem… Z jednej strony jest sprawdzone, bezpieczne dla pokarmu, nie jest toksyczne. Na dodatek szczelne- chroni przed słońcem i wilgocią. Wiele produktów już otwierałam i żaden nie był zepsuty.

Ale samo otwieranie jest koszmarem. O ile robię to w domu to wiadomo, nóż/nożyczki ale w trasie? W parku? No zostają nam tylko ludzkie zęby… Akurat szczególnie nie przypadło mi to do gustu bo jestem wegetarianką.

Całe szczęście, na ściankach folii nie osadza się mięso więc nie marnujemy go 😉 Ale pieski zawsze chętnie resztki wyliżą.

Wróćmy do składu i zwróćmy uwagę na brak sztucznych konserwantów, glutenu i gmo. Jakość podawanych przekąsek wpływa na rozwój naszego psa.

Różnorodność smakowa jest ogromna- możemy wybrać kiełbaskę monosmakową lub mieszaną. Dodatki to m.in. podroby, warzywa, oleje czy zioła. Wszystko zależy od konkretnego rodzaju.

Jak już pisałam, asortyment jest szeroki, na pewno wybierzecie coś dla swoich zwierzaków 🙂

Wzięłam na próbę kiełbasę z kaczką z serii STEAKHOUSE (klik). Skład fenomenalny, 100% kaczki- mięso i podroby)

Konsystencja jej jest dość miękka, jak przeciętna karma mokra. Jako dodatek, niedzielny posiłek, u nas sprawdziła się super, natomiast podstawą nie będzie bo psy są na barfie ale tak jak mówię, urozmaicenie należy się każdemu. Skład sprawi, że wyrzutów sumienia mieć nie będę 😉 Nawet można ją upchać do kongów!

Na trening nada się średnio, z racji problemów z wydawaniem porcji bo ręce nam się szybko ubrudzą, galaretka będzie ściekać po ręce- próbowałam i wiem co mówię. Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo bo ręce można umyć ale rozpraszało psa, kawałeczki zostawały na ziemi itp. Ale jako nagroda w misce sprawdzi się super- w ten sposób też została sprawdzona i wylizana do ostatniego kawałeczka.

Misja spełniona i psiak zasmakowany 😉

Regularnie podajemy natomiast paróweczki treningowe MEAT&TREAT (klik)

Ostatnie nasze zdobycze to bizon, łosoś i drób.

Polecam wybierać te większe opakowania po 200 gram bo cenowo są bardziej przystępne 🙂

Zaletą tych kiełbasek jest to, że są twarde, zbite i z łatwością kroi się je na małe kawałki. Naprawdę dzielą się super. Możemy sobie jedno opakowanie przeznaczyć zarówno dla małego i dużego psa- super rozwiązanie!

Skład zależny jest od wybranej kiełbaski, wszystko dokładnie jest opisane na stronie sklepu 🙂 Ale zawsze jest on naturalny i mocno mięsny.

Przysmaki często idą z nami na trening czy na spacer. Kroję je sobie w domu, wrzucam do saszety i jesteśmy gotowi na dzień pełen wrażeń. Nie wypadają z rąk, nie kruszą się, wyglądają jak parówka.

Czasem nawet ich nie kroję a biorę w całości i dziabię rękoma z łatwością. Są momenty, które potrzebują większego skupienia i wtedy pies sam może sobie odgryzać po kawałeczku.

Pachną bardzo przyjemnie ale nie nachalnie, ładnie wyglądają, nie brudzą ale bardzo oblepia psia ślina, która cieknie z mordy na ich widok 😉

Kiełbaska była też wybawieniem przy podawaniu tabletek 😉

Nie martwię się więc o spadek koncentracji czy motywacji bo z MEAT&TREAT każdy trening jest petardą! Pies jest skupiony i zaangażowany, chętnie wykonuje ćwiczenia i komendy. Dla całego teamu taki trening to przyjemność 🙂

Ćwiczymy także w domu nowe sztuczki, także z dwunastoletnią Mią i mimo wieku, widzę szaleństwo i iskrę w oku! Ona też lubi trening z kiełbaską 😉 Kęski są miękkie a więc odpowiednie także dla seniorka. Pie nie musi ich dokładnie żuć i mielić – traci wtedy cenny czas i koncentrację.

Uwielbiam wykorzystywać je do ćwiczeń na samokontrolę 😀 Walory smakowe i węchowe sprawiają, że psy wariują ale wiedzą, że nie mogą więc ślina leci litrami 😉 Naprawdę mocno kuszą do przewinienia 😀 Ale nagroda przecież smakuje najlepiej no bo halo, każdy lubi dobrze zjeść!

A wracając do śliny… 😉

Wspomniałam MEATLOVE także w poście o przyzwyczajaniu do klatki kennelowej (klik) bo spisały się wyśmienicie!

Otwarte parówki trzymam w lodówce a fabrycznie zamknięte gdziekolwiek 😉 Chociaż przyznam się, że często zapominam wypakować pozostałości z treningów i znajduję je po kilku dniach a one wciąż świeże, miękkie i pachnące! Dlatego nigdy się z nimi nie rozstaję- zawsze wcisnę je do plecaka mimo, że miejsca brak 😉

Ostatnim prezentowanym rodzajem przysmaków są liofilizowane kawałki mięsa z konia z serii NICE TO MEAT YOU (klik).

Sto procent mięsa poddane suszeniu. Są bardzo wartościową przekąską. Niestety są twarde, więc zbyt szybkie jedzenie grozi zakrztuszeniem. Muszą być spożywane powoli, z dokładnością mimo, że są maciupeńkich rozmiarów. Najlepiej sprawdzają się u nas w zabawach węchowych i tych na inteligencję. Nie brudzą rąk także z powodzeniem można zabrać je na spacer 🙂

Jak można zauważyć o każdym przysmaku MEATLOVE mówię pozytywne rzeczy. Wykorzystuję je w innych ćwiczeniach i treningach ale po to właśnie są ich urozmaicone formuły. Każdy opiekun znajdzie dla swojego czworonoga także odpowiedni smak, nawet dla alergików!

Fajnie, że przysmaki mają składy w większości czysto mięsne, ja właśnie takie kupuję i przy barfie sprawdzają się super. Zapachy też są kuszące ale delikatne, nie nachalne. Cena wiadomo idzie za jakością więc nie ma co się dziwić, że produkty MEATLOVE są droższe od innych dostępnych w zoologicznych.

Te wszystkie pochwalne zdania mają swoje potwierdzenie w zachowaniu moich psów a także tych znajomych, które zawsze saszetę z pokrojoną kiełbaską wyczują i odgonić ich się nie da 😉 Kundelciaki nie chorują po nich, nie ma niestrawności ani rewolucji żołądkowych.

Firma gra fair, nie zataja składów, opakowania są zawsze z polską etykietą więc skład nie jest tajemnicą.

MEATLOVE ma wszystko czego potrzebujemy- rewelacyjną jakość, mega szeroki asortyment dlatego regularnie kupuję ich produkty!

Niedługo skusze się jeszcze na olej z łososia 🙂

Dajcie znać czy Wasze psy testowały słynne kiełbaski 🙂