Przeczytane w czerwcu (6)

To niesamowite jak ten czas leci, naprawdę! Kolejne podsumowanie a przecież dopiero co, ułożyłam majowe trofea na regale!

Kolejny miesiąc i znów udaje mi się czytać siedem książek 😀 Tym razem satysfakcja większa bo stron więcej 😉 Tak więc prezentuję Wam moje przeczytane 7 książek i 2479 stron. 

Zaczynamy!

„Artyści udręczeni” Chistopher Zara

Gdy tylko zobaczyłam ją w Biedrze, wiedziałam, że muszę ją mieć. To chyba najlepszy według mnie, gatunek literatury- wsadzanie nosa w czyjeś życie 😀 Niesamowite historie o bardzo znanych postaciach i tych troszkę mniej, o ich fobiach, lękach, uzależnieniach. Dostarczyła mi mnóstwo nowych informacji o życiu pisarzy, aktorów itp. Na te osobistości, gwiazdy z pierwszych stron gazet, spojrzałam zupełnie inaczej. Bo o tym się głośno nie mów. Ciężko szło mi czytanie tej książki bo, co by nie mówić, jest o trudnych sprawach, porusza często drastyczne historie więc trudno się przy niej zrelaksować w jeden wieczór. Książka jest podzielona na rozdziały według problemów jej bohaterów. W każdym wątku są zawarte podstawowe informacje o dane osobie a także jej portret. Wydanie jest przejrzyste i śmiało polecam- to dobre źródło wiedzy. Na końcu znajdziemy „kalendarium bólu i cierpienia artystycznego” oraz obszerną listę źródeł. 8/10

„Ławeczka pod bzem” Agnieszka Olejnik.

Bardzo ciepła i humorystyczna opowieść o dziewczynie, której życie odmienia się z dnia na dzień za sprawą wygranej na loterii. Najważniejsze w tej lekturze jest przesłanie- żeby nie porzucać marzeń, krok po kroku je realizować, mimo, że inni są do tego negatywnie nastawieni. Pospolita obyczajówka, z wątkiem romansu kiedy to kochasz się w przystojniaku a w końcu wybierasz jego mniej urodziwego brata 😀 Polecam, na letni wieczór, na wakacje. 9/10

„Blondynka nad Gangesem” Beata Pawlikowska

Kolejna już pozycja Pawlikowskiej. Książka jak zwykle pięknie ilustrowana, ślaczkowana ale tym razem, także ozdobiona fotkami z podróży. Tego mi zawsze brakowało w tych książkach. Czasem trzeba wspomóc wyobraźnię i spojrzeć na twarze ludzi, którzy zamieszkują tak odległe ziemie. Co więcej, dzięki aplikacji Tap2C można nawet oglądnąć film! Bardzo lubię styl Pawlikowskiej, jej opowieści są niezwykle ciekawe, przejmujące i rzeczywiste- tak jakbym szła obok niej i niosła równie ciężki plecak. Tym razem pokazała nam, że plan podróży nie zawsze dochodzi do skutku i czasem w ostatniej chwili trzeba zmienić kierunek. W pewnym momencie irytowały mnie już za częste narzekania podczas kursu medytacji ale w końcu zakończyły się niezłą akcją. 10/10

„Moja Tulipanka” Joe Randolf Ackerley

Myślałam, że spłaczę się przy lekturze niesamowicie, aż bałam się rozpocząć czytanie, serio. Tytułowa suczka wygląda jak moja Mia i nie raz okazało się, że przypomina ją także z zachowania. Na początku mamy piękne opowieści o niezwykłej więzi psa i człowieka- bardzo mi się to podobało. Aż zaznaczyłam sobie kilka cudownych fragmentów. Niestety wraz z kolejnymi kartkami, opowieści autora zaczęły robić się dziwne. Niepotrzebnie omawiał sposoby szukania samca dla suczki i konkrety ich rozmnażania. Poczułam się naprawdę niekomfortowo i byłam bliska pozbycia się książki, obrzydziło mnie to… Plus tej historii jest taki, że opiekun sam po czasie doszedł do wniosku, że skoro suczka nie jest zainteresowana to nie warto zmuszać jej do kontaktów z psami. Zauważył także wady rozmnażania psów, bo dzieci Tulipanki skończyły naprawdę marnie 🙁 Pan kochał swoją suczkę do ostatnich dni, mimo, że miała paskudny charakter, nie znosiła obcych i robiła rozróbę u weterynarza- znacie to? 😉 Spodziewałam się wzruszającej historii i nieco się zawiodłam. Ale patrząc jako wolontariusz, dbający o to by zmniejszyć bezdomność zwierząt, ważne, że padło od autora kilka ważnych słów. 6/10

„Wyspa” Victoria Hislop

Nie oczekiwałam wiele po tej książce. Kupiła ją babcia, ja bym jej nie wybrała. Nawet nie chciałam jej czytać ale stwierdziłam, że jak już ją położę to tak poleży kilka lat. Idąc tym tokiem rozumowania, rozpoczęłam czytanie 😉 I muszę przyznać, że to bardzo dobra historia. Akcja rozgrywa się małym miasteczku w Grecji, kiedy młoda dziewczyna wysłuchuje od przyjaciółki mamy, historię życia swoich przodków. Wzruszająca opowieść o rodzinie, o przyjaźni i chorobie jaką był trąd. Wtedy tych zarażonych wywozili na wyspę, która jest prawdziwa! To niesamowite. Dzięki tej książce trochę poczytałam i dowiedziałam się czegoś nowego- to lubię. Oczywiście jak to w życiu, spotykamy się z miłością, nienawiścią, zazdrością i zdradą- to wszystko jest takie bliskie i prawdziwe, opisane prostym, przejmującym językiem. Naprawdę przyjemna lektura, nie żałuję. 9/10

„Papierowe miasta” John Green

Jeszcze nie miałam do czynienia z tym autorem ale w internecie wszyscy chwalą i polecają więc skoro tak jest to ja musiałam kupić ten egzemplarz w biedrze za dychę 😉 Przeczytałam tę książkę dość szybko- jest wciągająca, napisana prostym językiem, dowcipna. Ale z drugiej strony, niesie w sobie ważne przesłania. Jest to literatura młodzieżowa ale i ja dużo z niej wyniosłam. Przedstawia trudne sytuacje  z jakimi borykają się licealiści- problemy rodzinne, przynależności do grup, nauka czy złamane serce. Autor chce przekazać, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście a najważniejsze to mieć wsparcie przyjaciół. Głównemu bohaterowi także kibicują koledzy i dzięki nim, jest w stanie zrealizować swoją podróż. Przyznam, że zaskoczyło mnie zakończenie, zaplanowałam sobie happy end 😉 Historia idzie zwinnie, sporo się w niej dzieje, dzięki temu jest wciągająca- szczególnie nocne wydarzenia 😀 W skrócie powiedziałabym, że jest to książka o dojrzewaniu, o rozumieniu świata, podejmowaniu decyzji, kształtowania przyszłości i o tym, że ludzie nie zawsze są tacy jakimi ich odbieramy, że będąc blisko kogoś, możemy go wcale nie znać. Podczas lektury głowę nachodzi sporo przemyśleń. 8/10

„Wkurza was hałas w mojej głowie? Rockowe wspomnienia” Steven Tyler

Tak naprawdę jest to czytadło i czerwca i lipca bo męczyłam go ponad 10 dni- w tym pierwsze pięć dni lipca… Nie przypuszczałam, że zejdzie mi na tej lekturze tyle czasu. Steven Tyler, legenda- wiadomo, lider grupy Aerosmith. Super, że to autobiografia- pisał i wspominał wszystko sam, to takie prawdziwe a jego bezpośrednie zwroty do czytelników to jednak coś miłego 😉 Niestety opornie mi się to czytało… Dziesiątki nazw zespołów, setki nazwisk- nie raz cofałam strony żeby sprawdzić czy aby na pewno to jest ta sama osoba albo „ej, ale co on z nim wtedy robił” a to jednak wcale nie był on 😛 Natłok informacji o muzycznych początkach młodego Stevena- było to bardzo ciekawe ale trzeba było być mocno skupionym. Oczywiście całe życie podporządkowane narkotykom różnego kalibru… Masakra. Te wszystkie nieprzyjemne, wręcz tragiczne sytuacje nimi spowodowane pokazują tylko jak niebezpieczne jest to zjawisko i trzeba się trzymać od tego jak najdalej. Życie Tylera nie rozpieszczało. Nie mogę pominąć informacji o dzieciach frontmana- Mia i Taj to część z nich a jak wiecie moje Kundelciaki noszą właśnie takie imiona 🙂 Nigdy wcześniej nie wykonałam żadnej próby by poznać lidera Aerosmith i nie wiem co mnie skłoniło, chyba cena i jestem trochę rozczarowana. Edycja tekstu naprawdę słaba, wiele wiele błędów, pozjadane literki itp. Jak można do tego dopuścić? Dalej, Tyler często przytaczał teksty piosenek i opowiadał genezę ich powstawania i super, za to plus. Niestety były one wklejone w języku angielskim a dla osoby, która tego języka nie zna będzie to przykre. Wydaje mi się, że powinien być tekst oryginalny i przetłumaczony, żeby każdy mógł wiedzieć o co chodzi. Dużo dobrych wspomnień przytoczyły fotografie ze środka. Ocena raczej przeciętna, było nudnawo, ciągle wałkowane te same tematy- 6/10.

A co Wy czytaliście w czerwcu?

Jakie są Wasze plany wakacyjne? 

Ja ustaliłam sobie TBR na najbliższe dwa miesiące i powiem szczerze, że idzie mi całkiem nieźle, choć straciłam kilka lipcowych dni przez Tylera 😉