Kundelciaki we Wrocławiu- trzecia trasa spacerowa ;)

Staram się jak mogę by jak najszybciej rozprawić się z naszymi wakacjami w pięknym Wrocławiu ale nie chcę by były tak ślepo wypuszczone jeden po drugim. Poza tym, zdjęć jest sporo do przejrzenia (część oczywiście nieudana i skasowana :P) i lubię sobie do nich wrócić co jakiś czas i przypomnieć sobie dobre chwile 😀 Jak wiecie, spacerowaliśmy tam przy okazji targów, w połowie kwietnia a tu już koniec czerwca…

Zwiedzane przez nas miejsca na pewno wciąż są na mapie- nie martwcie się ;), ale zdjęcia w porze letniej na pewno prezentują się inaczej 😀 Cieszę się, że ostatni, czwarty post, ukaże się na początku lipca i będziecie mieli mapę spacerów gotową na rozpoczynające się wakacje 😀

Tym razem nie mam dla Was pięknej panoramy miasta, ani zabytków ale dzicz. Świetne tereny zielone, idealne do wybiegania psa. Tutaj każdy piesiur poczuje wolność i radość życia! Bo chyba o to właśnie chodzi? 😉

Byłam w tym miejscu wiele lat temu, jeszcze z biegającą, młodą Mią- spędziłyśmy tu niezapomniany tydzień więc tym razem towarzyszył mi ogromny sentyment i mnóstwo wspomnień. Cieszę się, że z Tajusiem mogliśmy przejść tymi samymi ścieżkami a nawet odkryliśmy dłuższą trasę spacerową. Zapraszamy śladami obu kundelciaków 😉

Weszliśmy na teren wrocławskiego AWFu bramą od ulicy Adama Mickiewicza. Od razu po lewej stronie widzimy Pola Marsowe, miejsce wielu imprez i koncertów.

Spacerowaliśmy tędy porą wieczorową więc ruch na terenie kompleksu nie był duży i to sprawiło, że Tajuszek prowadził spacer bezsmyczowy. Czasem gadzina zasłuży 😉

Na pierwszym napotkanym skrzyżowaniu ulic, za Polami Marsowymi, skręciliśmy w prawo, przy domu studenckim „Olimpia”. Przed sobą mieliśmy bardzo gęste i równie zielone tereny.

Szło się bardzo przyjemnie, ani jednej osoby spotkanej w tej dżungli 😉 Oczywiście teren jak najbardziej przystosowany do spacerów- ścieżki w dobrym stanie.

Oczywiście Tajuszek nie byłby sobą gdyby nie zaczął gonić przed siebie a wtedy wiedziałam- tam musi być woda!

Oczom ukazał się niezły widok, efekt WOW- kanał powodziowy i Tajek cały w wodzie 😀

Dziecię bardzo było wody spragnione więc oczywiście musieliśmy przeznaczyć kilkanaście minut na wodne szaleństwa a taki się piesio wydawał zmęczony 😉

Całe szczęście była to naprawdę dobra droga do miejsca naszego noclegu więc wszyscy byli zadowoleni.

Mimo późnej pory, ścieżka rowerowa była mocno zapełniona.

Z psem oczywiście spacerowaliśmy przy brzegu rzeki. Polecamy!

Kierowaliśmy się na Most Jagielloński więc podziwiać mogliśmy piękny zachód słońca. Tak zakończyliśmy dzień!

Ale, ale 😉

Rano wróciliśmy nad kanał a gdy Taju się wypluskał, obraliśmy kierunek przez ścieżkę rowerową, które tego dnia była torem wieeelu biegaczy i ruszyliśmy w kierunku zielonej łąki w okolicach kortów tenisowych.

Stamtąd dostrzegliśmy góry i pagórki, jakieś dzikie zarośla więc pewne było, że spacer będziemy kontynuować właśnie tą drogą 😉

Całkiem ciekawe okazało się te wzbogacenie terenu i mieliśmy możliwość napstrykać dużo fajnych fotek 😀

Prosto z dziczy wpadliśmy do Parku Wroniego, który przywitał nas cudowną zielenią. Udało nam się spotkać tutaj nawet kilka psów ale alejek jest tak wiele, że każdy znajdzie drogę dla siebie.

Wyszliśmy na tereny AWFu i tym razem kierowaliśmy się na lewo, na wyjście aleją Paderewskiego.

Spacer zakończyliśmy w Parku Szczytnickim, który rozpoczynał się od razu po drugiej stronie ulicy. Jest on naprawdę przeogromny i super gęsty, jest wiele ścieżek ale też dużo ludzi. Tym razem udało nam się trafić nad wodę 😉 Do prawda, ciężko psu wejść do stawku ale liznąć orzeźwienia się udało 😉 Park ten super nadaje się na piknik i odpoczynek i właśnie ten sposób relaksu wybraliśmy 😀

Dajcie znać co sądzicie o naszych wrocławskich postach 😀

Jeśli macie jakieś godne polecenia miejsca to zostawiajcie komentarze 🙂