Przeczytane w kwietniu (4)

Kwiecień plecień bo przeplata… Dokładnie tak było u mnie w minionym miesiącu 😀 Od biografii, przez katastrofę, po zwiedzanie Afryki. Poszalałam jak nigdy 😉

Trzymam się nieźle bo udało mi się przeczytać sześć książek– cudnie! Stron wyszło 1923 i jest to drugi wynik w tym roku!

Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam 🙂

„Co z tym życiem?” Kinga Rusin w rozmowie z Małgorzatą Ohme.

Pierwszą pozycją zaczęłam maraton czytelniczy pod hasłem „początek i koniec”. I to właśnie jest hasło przewodnie tej autobiografii. Kingę Rusin kojarzy każdy- jest osobą znaną, lubianą, kobietą sukcesu. Niestety życie nie poszło po jej myśli, przeszła przez wiele bolesnych zdarzeń, które otworzyły przed nią nowe drzwi i pokazały, że mimo przeciwności losu można osiągnąć szczęście. Książka jest bardzo kobieca, dużo w niej rozmów o miłości, o radości, o życiu. Kinga nie pominęła także tych niemiłych wspomnień co pozwoliło mi na chwilę zadumy i współczucia. Naprawdę sporo w niej osobistych spraw, które wzruszają i przejmują- dosłownie jakbym słuchała koleżanki przy kawie. Wiadomo, że w czasie kryzysu najlepiej jest się zwyczajnie wygadać, czasem nawet wypłakać. Nie ma sytuacji z których nie można wyjść silniejszym i właśnie to udowadnia Kinga. Bardzo przyjemna pozycja, bardzo życiowa i ujmująca. Chłonęłam stronę za stroną. Uwielbiam biografie, mam wieczny głód poznawania świata i ludzi więc z miłą chęcią odkrywałam życie Kingi Rusin. Dodam, że wzbogacona jest wieloma obrazkami, które wkomponowują się w przekaz. Egzemplarz upolowałam na jakimś zwierzęcym bazarku za kilka złotych. Naprawdę warto.10/10

„Troje” Sarah Lotz.

Następnie sięgnęłam po najpiękniejszą książkę na mojej półce. Czy widzicie tę okładkę? Te cudowne, czarne brzegi? Długo zastanawiałam się czy ją kupić bo przecież to nie mój klimat. Nigdy nie przeczytałam nic podobnego gatunku. Ale stojąc w Biedronce, w dniu wielkiej promocji, nie myślałam do końca racjonalnie. Ale powiem Wam, że jak ja się do niej dorwałam, to wszystko wokół zniknęło. Niesamowita historia, która jest przedstawiona tak realnie, że spokojnie mogłaby być dokumentem. To było tak prawdziwe, że szukałam informacji o „Czarnym Piątku” 😉 Sposób przekazywania treści był nieszablonowym i bardzo przypadł mi do gustu. Książka jakby była zlepkiem różnych zapisków takich jak: rozmowy z komunikatora, wycinki z pracy, audycje radiowe, wiadomości telewizyjne, wywiady z rodzinami ofiar, czarne skrzynki czy relacje świadków. Niesamowitym przeżyciem było znaleźć się w środku tego wszystkiego. Cztery katastrofy lotnicze jednego dnia ale w różnych częściach świata i tylko troje ocalałych. To aż się prosi o nazwanie tego cudem lub jak w tym przypadku, apokalipsą. Zakończenie okazało się naprawdę zaskakujące. Pokazało, że ludzie popadający w obłęd, w panikę są zdolni do wszystkiego. Naprawdę polecam przeczytać. Oprócz pięknego wyglądu zewnętrznego, ma wręcz porażający środek. Oczywiście odkryłam i zamówiłam już drugi tom 😉 10/10

„Ósmy cud świata” Magdalena Witkiewicz.

Tę pozycję bez trudu przeczytałam w ciągu podróży pociągiem do Wrocławia. Po pierwszej świetnej książce pani Witkiewicz, bez wahania nabyłam w Biedronce kolejną. No i niestety, jest gorsza od Czereśni… Natomiast znów mam do czynienia z lekką, przyjemną, kobiecą lekturą. Pięknie przedstawiony jest Wietnam- uwielbiam wątki podróżnicze ale zawsze jest mi ich za mało, w tym przypadku także no ale jest to dość krótka historia więc taki był zamysł. Poznajemy więc kobietę, po trzydziestce która jest aktywna zawodowo, realizuje się w tym co robi i lubi to, ma własne mieszkanie więc powinna być odbierana jako osoba szczęśliwa. Niestety tęskni do prawdziwej miłości, której nie potrafi dostrzec w koledze z pracy z którym trwa w niezobowiązującej relacji. Jest z nim ale ma nadzieję na lepsze życie. Całkowicie ześwirowała na punkcie posiadania dziecka, do tego stopnia, że na każdej stronie mamy o tym wzmiankę. Rozumiem samo pragnienie ale tu zrobiono z tego masakrę. Dziewczyna jest tak zdesperowana, że planowała nawet wykorzystać nieświadomego, nowo poznanego faceta, którego poznała w podróży. Oczywiście historia jest przewidywalna i kończy się happy endem. Dobrze się czytało ale bez większych rewelacji. Jestem ciekawa kolejnej pozycji od pani Witkiewicz ale ta 6/10

„Duchowe życie zwierząt” Peter Wohlleben.

Czwartą lekturą interesowałam się bardzo długo ale tak wyszło, że dopiero niedawno zdecydowałam się na zakup. Nie żałuję ani jednej strony poświęconej lekturze. Wielu może się zdziwić, że książka nie jest poświęcona kotkom i pieskom ale zawiedzeni nie będziecie. Kocham zwierzęta i to wiadomo nie od dziś. Po tej książce, mam do nich jeszcze więcej szacunku. Informacje, które przekazuje nam autor są czasem wręcz nierealne. Cudownie jest poznać fakty z życia zwierząt- ich zwyczaje, uczucia czy zainteresowania. Całość napisana jest prostym językiem a więc będzie odpowiednią pozycją nie tylko dla naukowców. Autor przekazuje nam nowinki z niezwykłą pasją i oczywiście szacunkiem o braci mniejszych. Ma on regularny kontakt ze zwierzętami więc jego obserwacje i badania są rzetelne. Na końcu książki są przypisy czyli ciekawi mogą sobie doczytać na temat konkretnych przypadków. Fantastycznie dowiedzieć się jak świat zwierząt wygląda skoro żyjemy razem na wspólnej planecie. Po lekturze na pewno spojrzycie inaczej na muchę czy napotkaną w parku wiewiórkę. Polecam i postaram się jak najszybciej sięgnąć po kolejne książki z tej serii. 10/10

„Blondynka w dżungli” Beata Pawlikowska.

I znów podróże. No uwielbiam. Odbywamy podróż po dżungli- są najrozmaitsze rośliny, ogromne drzewa, nieodkryte podłoże, w którym może czaić się niebezpieczny wąż i nieprzewidywalna pogoda. Ale ważne, że mamy dobre nastawienie, plecak na plecach i przewodnika. A Pawlikowska zawsze ma najlepszych bo miejscowych. Żadne biura turystyczne nie zapewnią nam takich wrażeń jak tubylcy. Za każdym razem Beata spędza czas z mieszkańcami danego rejonu, często nawet u nich pomieszkuje. To kolejna jej książka w której obcuję z inną kulturą. Mogę zobaczyć jak śpią, jak się ubierają, co robią przez całe dnie i co jedzą. Wbrew temu wszystkiemu co ludzie mówią o tych ludach, są oni szczęśliwi i zadowoleni z życia. Utrzymują kontakty rodzinne, spędzają ze sobą czas i nie potrzebują do tego najnowszej technologii. Zawsze patrzę na to w ten sposób i tego typu książki pozwalają mi upewnić moje racje. To, że żyją inaczej, nie znaczy, że gorzej. Moim marzeniem jest spędzić chociaż kilka dni na takiej ziemi i odciąć się od nowoczesnego świata. Opowieści Pawlikowskiej jak zawsze ciekawe, fajnie napisane i wciągające. Jak zwykle plus za delikatne zdobienia stron wychodzące spod ręki autorki. 10/10

„Zapisane w wodzie” Paula Hawkins.

Miesiąc zakończyłam thrillerem co też jest rzadkością w mojej biblioteczce. Historia wciągnęła mnie od razu, postacie są zróżnicowane, dobrze dopracowane. Miasteczko ciekawie zobrazowane. Opowieść prowadzi kilka osób tak więc jest to ciekawsze bo obraz na sprawę mamy z kilku stron. Czasem brakło akcji ale mimo to, historia była spójna i zrozumiała, płynęła po prostu wolniej. Oprócz mrocznej historii Topieliska, poznajemy również problemy mieszkańców i niezwykłe jest to jak bardzo są one z nim powiązane. Mnie się podobała. Zakończenie było mocno zadziwiające biorąc pod uwagę fakt, że co kilka stron w mojej głowie powstawały nowe teorie spiskowe i rozwiązania zagadki 😉 Lubię takie książki przy których moja głowa pracuje nad historią. 9/10

To był dobry miesiąc!

Cieszę się, że wszystkim przeczytanym książkom mogłam przyznać wysokie noty 🙂

Pochwalcie się co czytacie i co polecacie 🙂