Kundelciaki na sesji zdjęciowej u Sary Nizioł (24.03.18)

Post ten zaczęłam tworzyć na początku miesiąca ale za każdym razem rozpraszam się zdjęciami. No wchodzę w folder i przeglądam i podziwiam i się wzruszam i mija mi czas na opublikowanie notki 😉

Dzisiaj miało być inaczej, wpis miał się pojawić wieczorem a już prawie północ, kompletnie nie mogę się skupić na zadaniu- moje mordki skutecznie mnie rozpraszają…

Zacznijmy od początku czyli jak trafiliśmy na zdjęcia.

Ofertę Sary zobaczyłam na FB i w tej samej sekundzie, pomyślałam sobie, że fajnie byłoby mieć takie piękne, pamiątkowe zdjęcia z psami. Ale na tych przedstawionych obrazach były dzieci, dużo dzieci i gdzie ja z psami? Jednak odważyłam się zapytać się o sesję dla nas. Znam Sarę kilka ładnych lat i wiem, że jest psiarą ale nie wiedziałam czy się zgodzi wprowadzić stado na salony 😉 Oczywiście prawdziwy artysta wyzwań się nie boi i jedynym problemem było ugadanie terminu. W końcu jedynym pasującym dniem była właśnie sobota. Niby nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że cały weekend męczyliśmy się przeokrutnie na treningach w Enumie (relacja dostępna tutaj). I tak właśnie po morderczych biegach agility wpadliśmy z Tajem do domu (miś trochę spał a ja wpadłam w fazę pakowania wszystkiego co pod ręką) by za chwilę z niego wypaść 😉

Oprócz kota w kontenerku i psów, zabrałam plecak różnych akcesoriów dla zwierzaków i dwie torby ciuchów dla siebie bo nie miałam pojęcia w co powinnam się ubrać a miałam być niemiłym akcentem na zdjęciach 😉 Już teraz wiem, że należy stać się większym maniakiem, jakoś tak mało mieliśmy tych psich pierdółek 😛

Najbardziej w klimacie były bandany od Baylabel bo w głównej mierze miała to być sesja wielkanocna. Te piękne, personalizowane obroże w końcu były potraktowane z szacunkiem a nie tylko brud i piach. Recenzja się na pewno pojawi i piękne zdjęcia nam w tym pomogą 😉

Wykorzystaliśmy także solidną, męską obrożę Tajka którą nosimy codziennie od kilku miesięcy, jakąś chustę z psiego bazarku no i nieużywane arbuzki Hauever ale w klimat wpisały się przepięknie.

Sara wypożyczyła nam ze swojego wyposażenia piękną czerwoną muchę dla synka bo nasza była za ciemna do proponowanego tła. Niedługo wybieramy się na targi i na pewno poszukam tam czegoś pięknego do przyszłych zdjęć 😀

Zapakowani byliśmy po sufit bo to jeszcze zabawki i smaczki (wiadomka!) i ruszyliśmy w nieznane. Dosłownie. Trzy razy zabłądziliśmy i całe szczęście Sara po nas wyjechała bo nie wiem kiedy nasza tułaczka by się zakończyła 😛

Powiem szczerze, byłam pewna, że studio mieści się gdzieś w garażu albo przybudówce ale Pani Fotograf prowadziła nas do własnego domu i to jeszcze na piętro 😉 Zdębiałam i wiedziałam, że będzie masakra 😉

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w domu były obecne cztery psy i kot 😀

Dobrze, że była ze mną mama i wspólnymi siłami ogarnęłyśmy sytuację w momencie gdy Taj bał się wejść po drewnianych schodach a Mia miała ochotę pogonić małego pieska. Oczywiście obecność nieznanego mruczka nie umknęła Tajsonowi i biedny synek już sam nie wiedział co ma robić 😉 Zmęczyło nas to psychicznie– ciągłe pilnowanie, przyczajanie, polowanie a jednak samokontrola.

Obce miejsce, nowe zapachy i stresująca sytuacja miały ogromny wpływ na zachowanie psów a do tego ciągłe zmiany pozycji, komendy, pokazy, przebieranki i skupienie uwagi na mnie i obiektywie- piesy szybko traciły energię. Naprawdę ciężko ustawić same dwa psy do zdjęcia z dodatkami 😉 A gdy dosiadłam się z Pliszką na rękach to już całkowity armagedon 😉

Włączone lampy nagrzewały pomieszczenie więc Mia automatycznie zaczęła dyszeć i marudzić więc wszystkie ujęcia dopasowywaliśmy pod nią, a co! Na nowym tle najpierw kładła się księżniczka a my jakoś staraliśmy się dosiąść i sprawić, żeby to dobrze wyglądało 😀

Tajson miał okazję pochwalić się znajomością sztuczek dzięki czemu przybierał fajowe pozycje 😉 Mimo ogromnego zmęczenia, był skupiony, starał się wykonywać swoje zadania jak najlepiej– mój mistrz!

Pliszka to aniołek i po dwóch cykniętych zdjęciach zasnęła w kontenerku, tyle było kota na sesji 😉 A to był ważny moment bo to takie potwierdzenie adopcji, tego, że ten właśnie kot zostaje w naszej rodzinie więc chciałam gdzieś tam ją chociaż w jeden kadr wpleść.

Sesją jestem zachwycona! Sara męczyła nas dwie godziny, wymyślała super aranżacje, zmieniała tła, no zna się dziewczyna na robocie. Sobotnie popołudnie spędziłam naprawdę wspaniale i choć było męczące logistycznie, nie żałuję ani chwili 🙂 Efektem naszego spotkania są przepiękne zdjęcia! Jestem bardzo zadowolona i wzruszona, bo w przyszłości będą piękną pamiątką po moich kochanych kundelciakach. Sara przygotowała mi płytkę ze zdjęciami a kilka z nich wydrukowała na błyszczącym papierze i były one cudownym prezentem dla rodziny 🙂

Z piesków moich jestem bardzo dumna! Mia mimo swojego ciężkiego charakteru nie okazała agresji, nie miała w planach pogryzienia fotografki chociaż nie podobało jej się to, że ktoś obcy czegoś od niej wymaga. Nie lubi gdy obca osoba na nią niunia, ciumka i cmoka ale tylko w ten sposób mogłyśmy ją „zmusić” do spojrzenia wprost w obiektyw 😉 Wystarczyło, że wkroczyłam do akcji i moja misia pięknie się uśmiechała do aparatu. Kłopotliwe przy jej zwyrodnieniach okazały się zmiany dekoracji ale daliśmy radę, staraliśmy się jak najmniej dokuczać Mii. Synek pokazał, że jak chce to potrafi być grzeczny i usłuchany. Po aktywnej rakiecie nie było śladu, tak jak pisałam, pracował pięknie ale na koniec zmęczenie jednak dało o sobie znać i próbował przysnąć na kocyku 😉

Moje psiaki mają piękne zdjęcie ale najbardziej cieszę się z tych naszych, rodzinnych wspólnych ujęć. Nie jestem w stanie wykonać ich sama a cudownie jest je mieć 🙂 Bardzo, bardzo polecamy <3 

  • Anna Kobylarz

    Piękne fotki <3 <3 <3 Zdjęcie w 4 najlepsze! 🙂 Zazdroszczę, że zwierzaki dały radę. Tajga jest tak uparta i wredna, że jak nie to nie i siądzie czy się położy, ale mina mówi "zabije cię!" "foch gigant!" 😛 a na obcą osobę niezwykle rzadko spojrzy i koniec, zawsze wpatrzona we mnie jak w obrazek.