Wiosenny weekend treningowy w Enumie (24-25.03.18)

Sobotę i niedzielę spędziliśmy z Tajsonem bardzo aktywnie!

Monika, właścicielka szkoły dla psów Enuma (klik) zorganizowała „Wiosenny weekend treningowy”– na całą sobotę zaplanowała agility a niedziela dzieliła się na torek i frisbee;) Uwielbiam takie spotkania, zawsze są fajnie prowadzone i na najwyższym poziomie 😀

fot. Paweł G.

Polecam Enumę bo regularnie prowadzone są zajęcia nie tylko z Moniką ale i innymi słynnymi osobistościami jak Jagoda Wejchan czy Ania Radomska- te seminaria będę wkrótce. W zeszłym roku uczestniczyliśmy w treningach także z Ewą Kiryk i Paulą Gumińską! No dzieje się 😉 Wiosna i lato też będą obfite w sportowe atrakcje, nie mogę się doczekać! Dokładny kalendarz tutaj.

fot. Alicja

Sobotni dzień zaczęliśmy bardzo wcześnie, pobudka o 6 a o 7:20 już jechaliśmy autobusem w kierunku Enumy. Niestety dojazdy nie są w pełni komfortowe ale nie narzekamy 😉 Wysiedliśmy kilka kilometrów przed szkołą i ruszyliśmy spacerkiem przez tzw. „Kanał”. Tajo trochę pobiegał, obudził się i rozgrzał. Dałam psu trochę luzu przed treningiem i wiem, że był zadowolony 🙂

Zajęcia rozpoczynały się o 9 a my zdążyliśmy być nawet przed czasem i pomóc w rozkładaniu torku. Nie był on łatwy ani przyjemny, totalna petarda, tor z mistrzostw świata! Byłam w szoku, że Monika postawiła przed nami takie zadanie ale z Tajem wszystko jest możliwe i już pod koniec pierwszego wejścia udało nam się przebiec go w całości! Był bardzo szeroko rozstawiony, musiałam naprawdę szybko biegać, doganiać Taja i wskazywać mu drogę- naprawdę nie było łatwo. Ale właśnie w takich chwilach dobrze wykonana praca cieszy najbardziej 🙂

fot. Alicja

Tajo lubi trenować, zawsze jest chętny i zmotywowany a solidne szarpanko w nagrodę sprawia, że w kolejny bieg wkłada jeszcze więcej energii. Jest psem idealnym, nie będę ukrywać 😀

fot. Alicja

Drugi bieg był równie trudny i szalony, delikatnie zmodyfikowany ale wciąż na szybkość. Czułam, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa… Taj jest bardzo szybkim psem, na prostej nie mam z nim szans, coraz częściej muszę go wypychać do przodu, zostawiać i lecieć już na kolejne hopki. No trafił mi się bardzo wymagający pies! Ale nie wyobrażam sobie lepszego syneczka <3 Cieszę się, że daje mi ogrom motywacji do dalszej wspólnej zabawy 🙂

fot. Alicja

Sobota była dość parnym i pochmurnym dniem ale idealnym na agilitki. Powietrze było mroźne i dodatkowo napędzało do szybszego tempa. Przede wszystkim, psom było przyjemnie– nie męczyły się tak jak w gorące dni. Oba torki przebiegałam jedynie w bluzie. Cieszę się, że mogłam zdjąć kurtkę, która strasznie mnie spowalnia a psu przeszkadza w prawidłowym czytaniu ruchów rąk.

fot. Alicja

Podczas takich dni treningowych, ważny jest dla mnie trening samodzielnego odpoczynku. Zawsze przypinam Taja do drzewa, na trawce za ogrodzonym placem treningowym. Uczę go wyciszania i cierpliwego oczekiwania na swoją kolej. Początki były naprawdę ciężkie, bo to pies bardzo ekscytujący się. Kiedy się nakręcał, potrafił ze złości przegryzać smycze. Coś po lęku separacyjnym zostać musiało… Aktualnie jesteśmy już na dobrej drodze do rozwiązania problemu 🙂 Taj dużo szczeka, szczególnie kiedy słyszy, że ktoś nakręca swojego psa i podskakuje do góry chcąc podglądnąć sytuację 😉 Po dłuższej chwili potrafi już siedzieć a nawet się położyć i jak się w sobotę okazało, nawet przysnąć. A ja wtedy na spokojnie robię fotki pozostałym uczestnikom 😉

Właśnie tak, cztery sobotnie wejścia i dwa długie i trudne torki wyczerpały bateryjki czarnego diabełka. Jak tylko Basia odwiozła nas do domu, wszedł na łóżko (godzina była czternasta). Niestety jego radość z odpoczynku nie trwała długo bo o szesnastej mieliśmy jeszcze do załatwienia jedno ale długie i intensywne spotkanie ale o tym innym razem 😉 Tak więc wróciliśmy po osiemnastej padnięci i poszliśmy spać.

Oczywiście jak pech to pech, w nocy trzeba było przestawić zegarki i spaliśmy godzinę krócej ;( Ciężko było wygramolić nam się z łóżka i spóźniliśmy się na autobus 😉 Podjechaliśmy przez większą część miasta innym autobusem ale mieliśmy do przejścia dłuższą drogę. Standardowo spacer przez „Kanał”- koniecznie musieliśmy się rozgrzać bo był straszny przymrozek. Było tak zimno! 

Niedziela zaczęła się o agilitków i mieliśmy do przebiegnięcia dwa torki. Nie były na prędkość a na wysyłanie! To coś z czym mamy ogromny problem, Tajo lubi być prowadzony blisko, nie lubi biegać sam. Bardzo zmęczyło go myślenie, ciągłe poprawianie i ulepszanie techniki 😉 To pies na szybkość 😀 Ja nauczyłam się wielu nowych rzeczy, mam sporo zadań domowych i po świętach trzeba się brać za treningi 🙂

fot. Alicja

Szybko minęła pierwsza, mroźna część spotkania i jak tylko przyszedł czas na frisbee, wyszło słońce. Nagle zrobiło się ciut ciepło i przyjemnie- miła odmiana 😉 Zaczęliśmy od treningu rzutów bez psa by rozgrzać nadgarstki i przede wszystkim, żeby przypomnieć sobie jak to się robi 😉 Były rzuty bliskie i dalekie– backhandy, overy. Po tym zaczęliśmy zajęcia z psami. W pierwszym wejściu wykonaliśmy rundkę frigzility- to nasz kompromis bo ja wolę agility a Taj dyski 😉 Szybkie tempo, sekwencja hop-tunel-hop i rzut– to sprawia nam radość 😀

fot. Paweł G.

Dowiedziałam się też że mój pies woli dyski niskie, które musi gonić a nie te wysokie, do których musi skakać. W tych niższych ma stuprocentową łapalność o ile oczywiście dobrze rzucę 😉 Te wysokie często gubi i w złym momencie się po nie wybija. No dobra, teraz wiem jakie rzucać ;D

fot. Paweł G.

Monika każdą część weekendu omawiała nam indywidualnie bo wiadomo, każdy team ma inne problemy i inaczej trzeba podejść do psa. Uczestnicy robili to co chcieli, to co było w zasięgu ich możliwości 🙂

fot. Paweł G.

Jeszcze na tym samym wejściu, potrenowaliśmy kilka serii rzutów dalszych bo dalekimi ich nazwać nie mogę, haha! Starałam się oddawać rzuty takie jak Taj lubi i nasza skuteczność była naprawę super! Widać, że ładnie śledzi dyski i bardzo je lubi 😉 Po każdym złapanym lubi robić rundę honorową i czekać na oklaski więc trzeba pracować nad szybkim powrotem do mnie.

fot. Paweł G.

Najśmieszniejsze było to kiedy rzuciłam dysk troszkę dalej niż zazwyczaj w okolicę rozstawionego torku do frigzility 😀 Taj z frisbee w pysku, przeskoczył hopkę, wpadł do tunelu i biegnąc już do mnie, skoczył przez drugą hopkę sekwencji 😉 To jego mistrzowski plan na samonagradzanie!

fot. Paweł G.

Zeszliśmy bardzo zadowoleni ale zmęczeni– słońce pożerało z nas energię, Taja jęzor wisiał do ziemi a pysk jego był cały w ślinie… Ale chociaż pięknie odpoczywał przy drzewku 😉

fot. Paweł G.

Ostatnia część naszego boskiego weekendu to w sumie powtórka z pierwszego wejścia. Dostałam też porady jak poprawnie (!) ćwiczyć overy i jak dalej pracować z Tajem. Na pewno musimy wciąż pilnować plucia dyskami bo synuś albo robi to bardzo niechętnie albo wtedy kiedy chce a niekoniecznie okazuje się to dobrym momentem ale postęp w tym zakresie i tak jest ogromny 😀

fot. Paweł

Weekend był cudowny! Odpoczywaliśmy po nim jeszcze cały poniedziałek 😉

Mam nadzieję, że równie dobrze spędzacie czas ze swoimi psiakami robiąc to, co czyni Was naprawdę szczęśliwymi <3

fot. Alicja