Przeczytane w styczniu! (1)

Nowy Rok- nowe postanowienia więc dziś post psiej matki 🙂

Obiecując sobie powrót do regularnego czytania wiedziałam, że będę musiała to dobrze zorganizować- niestety doba trwa tylko 24 godziny… By bardziej się zmotywować (chociaż może to złe określenie, bo przecież jak się coś lubi to zawsze znajdzie się czas i ochotę), założyłam zeszyt, w którym notuję przeczytane pozycje a także książki, które chciałabym kupić. W końcu wszystko w jednym miejscu! No i nic tak nie cieszy, jak wpis o ukończonej książce zwiastujący to, że mogę brać się za kolejną 😀

Styczniowa pogoda pozwoliła mi na to, by popołudnia i wieczory spędzać w domu. No a co można wtedy robić żeby nie zwariować? No czytać!

Nie było śniegu więc i piesy niechętnie wychodziły w deszcz i ciemność, dlatego razem wygrzewaliśmy się pod kocem i oddawaliśmy się ulubionym czynnościom- one spały, ja czytałam 🙂 Wynik mnie w pełni zadowala 🙂 Jeśli interesuje Was tematyka książek, zapraszam 🙂 Od razu uprzedzam pytania- tak, w następnych postach będą też psie lektury 😉

Jak widzicie, styczeń zamknęłam z pięcioma przeczytanymi książkami (1524 strony!) 🙂 Opowiem Wam w w dużym skrócie o każdej z nich.

Pierwszy był „E.T.”, William’a Kotzwinkle’a. Książka ta powstała w oparciu o film, co nie zdarza się często 🙂 Czytałam ją kilka razy ale zawsze chętnie wracam do niej, do swojego dzieciństwa. Bardzo zazdrościłam Eliott’owi takiego kompana i związanej z nim serii przygód. Opowieść dla młodzieży- wciągająca, wzruszająca, momentami śmieszna, ucząca empatii. Niestety momentami jest dziwna- postać mamy jest przedstawiona w sposób nie koniecznie normalny więc mam obawę, że dziecko nie zrozumie autora. Kiedyś nie zauważałam tego, na co zwróciłam uwagę dziś. Mimo to, z sentymentu i z miłości do stworka, oceniłam powieść 7/10. Swój egzemplarz kupiłam na początku roku w gorzowskim antykwariacie za zawrotną cenę jednej złotówki- uwielbiam stare książki <3

Drugą pochłoniętą opowieścią była „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, Magdaleny Witkiewicz. Przyznam się szczerze, że kupiłam ją w Biedronce za 9.99 i miała być prezentem dla Babci na Dzień Babci. No i była, ale najpierw przeczytałam ją ja 🙂 Powieść obyczajowa, ciepła, oczywiście z miłością, romansem ale też tajemnicą. I ten drugi wątek właśnie, wniósł do książki to „coś”, czym wyróżnił ją od innych tytułów tego gatunku. Książkę czytałam strona po stronie, nie mogąc się oderwać, z niecierpliwością co będzie dalej. Wciągnęła mnie niesamowicie. Babcia przeczytała ją w jeden dzień 😉 Naprawdę miło było być częścią tej opowieści. Na pewno znajdzie się w zestawieniu książek roku. Udało mi się nawet zaznaczyć kilka wartych zapamiętania wersów. 10/10

Następna przeczytana książka to „Kobiety pragną bardziej” autorów: Greg Behrendt i Liz Tuccillo. Oglądałam film o tym samym tytule i kojarzy mi się dobrze, to znaczy, że musiał mi się podobać. Dlatego też zdecydowałam się na upatrzony na olx egzemplarz. Miałam nadzieję na fajną, przyjemną opowieść i niestety zonk. Książka to poradnik, ma charakterystyczny styl. Zacznijmy od tego, że jest to zbiór listów do redakcji. Są one opublikowane, jak również odpowiedzi i komentarze, których udzielają autorzy. Pan Greg jest ponoć znawcą kobiet, związków, mężczyzn i wie wszystko w temacie ich relacji. Nie dość, że rozczarował mnie charakter książki i jej przeznaczenie, to język którym pan znawca się posługuje, pozostawia wiele do życzenia. Sporo w niej ironii, sarkazmu i zwykłej niegrzeczności w stosunku do kobiet. Wiele raz odkładałam egzemplarz z tekstem „co za gniot”. Nie moja bajka. Trafiło się kilka zabawnych, trafnych tekstów w komentarzach autorki, dlatego więc 2/10.

Czwarta historia to „Pax”, napisana przez Sare Pennypacker. Temat zwierząt jest dla mnie bardzo ważny i bliski – uwielbiam historie o ich życiu, zwyczajach, charakterach, posiłkach czy wędrówkach ale także emocjach więc musiałam chwycić za tę pozycję. Znów trafił się łup z olx. Bardzo skusiła mnie promocja, jakoby miał to być drugi „Mały Książę”. Jest to książka dla dzieci, warto to podkreślić. Pokazuje przyjaźń chłopca i lisa. Oczywiście zły los nakazuje rozdzielić głównych bohaterów i wtedy zaczyna się akcja. Rozdziały są naprzemiennie prowadzone opowieścią chłopca i lisa. Obaj próbują przetrwać w nowej sytuacji, a co najważniejsze pragną się odnaleźć. Jest to miła, ciepła opowieść o przyjaźni, miłości i empatii. Książka jest delikatnie ubarwiona rysunkami, niektóre są dość smutne- tak jak historia. Polecam jako bajkę młodym czytelnikom, dorosłego może rozczarować. Takie też jest moje odczucie, czegoś zabrakło. Nie ukrywam, że końcówka niemiło mnie zaskoczyła… 5/10

I ostatnia styczniowa perełka- „Blondynka na Czarnym Lądzie”, Beaty Pawlikowskiej. Panią Beatę podglądam na FB już długi, długi czas i bardzo inspirują mnie jej opowieści, dlatego postanowiłam zamówić kilka książek i delektować się nimi stopniowo 🙂 Pawlikowska ma charakterystyczny styl jak i poczucie humoru, które nie każdemu mogą przypaść do gustu. W moim przypadku, jest to strzał w dziesiątkę! Opowieść o podróży do Afryki przeczytałam w kilka godzin. Była treściwa ale bardzo dokładnie opisana, humorystyczna, pokazująca piękno tytułowego Czarnego Lądu a także pełna akcji. Jedna z lepszych podróżniczych książek jakie czytałam. Chwilami czułam się jakbym wraz z całym obozem wypatrywała lwa z samochodu 😉 Bardzo prawdziwa i interesująca. Uwielbiam historie, które uczą, które pokazują coś nowego- dlatego często sięgam po książki podróżnicze. Oczywiście recenzji nie mogą umknąć ozdobniki stron i rozdziałów zaprojektowane przez autorkę, to naprawdę umila czytanie. Z całym szacunkiem i delikatną nutą zazdrości, 10/10

I to by było na tyle 🙂 

Podoba się taki wpis?

Napiszcie, proszę, jakie są Wasze ulubione lub ostatnio przeczytane tytuły 🙂