Mia prezentuje- Szelki norweskie WHITE FOX [recenzja]

Dziś kilka słów od księżniczki na temat ulubionych szelek. Whitefoxy nosi dzień w dzień, bez zamienników. Ba, to jej jedyne szelki! No ale po co zmieniać coś co dobrze pasuje?

Paczka z szelkami i smyczkami dla kundelciaków przyszła idealnie przed świętami, dosłownie dzień czy dwa. Po roku użytkowania przygotowałyśmy obszerną recenzję 🙂

Zamówienie złożyłam przez stronę www (klik) ale od dawna czaiłam się, śledząc FP. W końcu odważyłam napisać się wiadomość z miliardem pytań. Zostałam bardzo miło potraktowana, odpowiedzi były wyczerpujące, kontakt naprawdę rewelacyjny. Oczywiście miałam problem z doborem kolorów, tasiemek itd- cała ja! Potrzebowałam też większego rozmiaru niż proponowane w formularzu. Wszystko to, bez żadnego problemu rozwiązałam z załogą White Fox przez messenger. Życzę sobie aby przy każdym zakupie mieć taki kontakt ze sprzedawcą 🙂 Wspierajmy polskich twórców!

Podkreślę– wybór tasiemek, materiałów i kolorów jest przeogromny. Zamówienie zmieniałam chyba trzy razy. W końcu wybrałam dla Mii, najpiękniejszy zestaw– połączenie różu i fioletu z tasiemką „królewski róż”. Oczywiście do tego, podszycie minky ale jest ono tylko na przednim pasie szelek. Lepszego zestawu nie mogłam wybrać dla mojej damy.

Przy szelkach, co dla mnie ważne, jest kółeczko do doczepiania adresówki. Wszystkie okucia są solidne, wytrzymałe, rdza ich nie zaatakowała.

Zatrzask jest czarny, plastikowy– nie uległ zniszczeniu, nie zacina się. Nowością dla mnie jest blokada odpinania szelek. Wystarczy przesunąć suwak w prawo i otwarcie zatrzasku jest niemożliwe. Dzięki temu pies nie zgubi szelek podczas dzikich harców pod lesie a także jest bezpieczny idąc z nami przez ruchliwe ulice. Wielki plus! Po roku użytkowania zatrzask nie pękł, nawet nie jest zarysowany.

Tak jak wspomniałam, był to prezent świąteczny dla kundelków więc prawie mija nam rocznica. Przez ten czas noszone są regularnie na każdym spacerze. Parciane elementy są jak nowe– nie prują się, nie odrywają się, nie blakną. Logo firmy jest nienaruszone. Tasiemka ozdobna została przyszyta bardzo estetycznie- szwy są proste, nie prują się. Materiał jest cały, nie jest zaciągnięty i popruty. Jestem bardzo zadowolona!

Jedyny minus jaki zauważyłam, a raczej sprawiło to nadmierne użytkowanie, to wytarcie podszycia. Już nie jest takie mięciusie a spłaszczone i delikatnie odbarwione. W niczym nam to nie przeszkadza, dalej jest przyjemne w dotyku. Dzięki niemu sierść nie jest wytarta no i na pewno gwarantuje suczy wyższy stopień komfortu.

Najważniejszą kwestią w tego typu szelkach, jest rączka. Mia niestety ma wyrodnienia stawów i czasem bardzo utrudniają jej chodzenie. W te gorsze dni, rączka ułatwia nam przeprawę po schodach. Podtrzymuję Mię lub delikatnie wciągam, zależy od kierunku ruchu 🙂 Uchwyt jest przedłużeniem szelek, parcianym paskiem. Nie parzy rąk, jest wygodny, dopasowuje się do dłoni. Całe szczęście nie jest podszyty, wtedy byłby zbyt ciężki i sztywny a tak leży sobie na karku i nie przeszkadza.

Szelki są wytrzymałe. Mia waży 40 kilogramów i przy podnoszeniu jej, szelki mają duże obciążenie. Jednak dają radę. W żadnym miejscu materiał nie pękł. W trakcie tych czynności, szelki się nie luzują, pies nie wypada. Są jakby do tego stworzone a zastanawiałam się czy się sprawdzą. Na razie w zupełności nam wystarczą, Mia ma ładne, praktyczne szelki. Nie musiałyśmy od razu kupować specjalistycznych szelek w czarnym, smutnym kolorze.

Niestety trzeba uważać na silne, mocno szarpiące osobniki jak Tajson. Jego egzemplarz w słodkie sówki nie przetrwał w starciu z jego wybuchowym temperamentem i pękł. Całe szczęście poszedł boczny pasek i pies się nie zerwał do biegu. Wiem natomiast, że foxy wprowadziły jakieś wzmocnienia i solidniejsze materiały więc prawdopodobnie po nowym roku przytulimy jakiś egzemplarz dla diabła 🙂 Czekam jeszcze na szersze taśmy!

Sucza nie jest typem sportowca ale z racji wieku, nie oszczędza szelek. A to położy się w błotku, a to w kałuży- gdzieś zregenerować się musi 😉 Do tego lubi się wytarzać w trawie czy śniegu- nie oszczędza ich a mimo to, nie widzę żadnych śladów użytkowania.

Śmiem twierdzić, że są wygodne. Mia lubi w nich chodzić, nie obcierają jej, nie piją. Cieszę się, że mogłam zrealizować szerokość szelek pod wymiary psa. Oczywiście miałam z tym problem mimo, że wszystko opisane jest w zakładce sklepu (nawet postarali się o obrazki 😛 ). Co ważne, szelki mają dużą regulację- są lekkie i poręczne. Chociaż to duży rozmiar to bez problemu zmieszczę je w kieszeni.

Whitefoxy normalnie wrzuciłam do pralki. Nie uległy zniszczeniu, nie zardzewiały. Mimo, że taśma nie przyjmuje brudu jakoś specjalnie, to należała się szelkom kąpiel. Przez ten rok to było ich jedyne mycie- względy czysto higieniczne, żadna konieczność.

Specjalnie sprawdziłam zeszłoroczną cenę i szelki kosztowały mnie niecałe pięćdziesiąt złotych. Teraz w ofercie sklepu widzę tylko guardy… Trochę mnie to zasmuciło ale myślę, że jest szansa dogadać się na uszycie norwegów, jeśli tak jak my, potrzebujecie rączki. Wszystko jest kwestią dialogu 🙂

To nie jedyny produkt White Fox jaki posiadamy. Polecam zajrzeć na stronę i sprawdzić asortyment, szczególnie adresówki- my pokażemy swoje następnym razem 🙂 Firma ma w sprzedaży przepiękne obroże- ciężko będzie zdecydować się na jeden wzór! Ich smycze też są fajne, wytrzymałe- powiem o nich słówko w poście o górach 🙂

Bardzo z Mią polecamy i zachęcamy do zakupów <3