Posłuszeństwo z Agnieszką Filar (Poznań, 21-22.10)

Czasem człowiek robi takie rzeczy, o których wcześniej nigdy nie myślał…

Tak było z naszym pierwszym seminarium obedience.

Pierwszym i jak do tej pory, jedynym 😀 

Jest to bardzo efektowna dyscyplina i miło popatrzeć na cudownie wytrenowane psy, poruszające się szybko ale zgrabnie ale zawsze wydawało mi się to dla mnie za wolne, za dokładne i za nudne…

Wielkim zdziwieniem było więc opłacenie treningu z Agnieszką Filar. Wielu dopytywało czy to prawda- my sprinterzy, kursanci fri i agi 😀

Ale tak, pojechaliśmy na seminarium posłuszeństwa do Poznania w terminie 21-22.10.2017.

Agnieszki przedstawiać nie muszę- młoda, doświadczona, mądra, utytułowana- więcej by pisać nie trzeba ale jeszcze coś, a mianowicie główna przyczyna naszej obecności w Poznaniu. Aga jest w dużej mierze trenerem psów TTB a przede wszystkim właścicielką kilku takich egzemplarzy. Od dawna obserwuję ją na FB, przyglądam się tym psom i trochę jednak widzę w nich Taja 😉 Psią stronę Agnieszki Filar obejrzycie tutaj a prowadzoną przez nią szkołę dla psów- tutaj. Polecam zajrzeć i zaobserwować jeśli nie znacie, jest tam mnóstwo filmów ze startów i treningów. Niestety, jak widzicie, dla mnie to drugi koniec Polski…

Chciałam poznać Agnieszkę i sprawdzić co powie na temat Tajsona- jego charakteru, zachowań, stylu pracy. Jej opinia była dla mnie ważna.

Głównym problemem do przepracowania była fiksacja na punkcie zabawek. Gdy nie mam jej w ręku, Taj wykona każdą robotę. Natomiast gdy ma ją w zasięgu wzroku, traci mózg. To był temat który chciałam przedyskutować. Agnieszka poleciła mi kilka ćwiczeń, zaczynając od odkładania zabawki i prostej, krótkiej pracy obok niej, do etapu biegnięcia z zabawką i wydawania komendy np. obieg. Ogromnym plusem było to, że nie trzymała się „tu i teraz” tylko przy każdym zadaniu, pokazywała kilka etapów pracy- ogrom notatek i zadania domowego 🙂 Móżdżek parował i takie ćwiczenia najbardziej męczą mi psa!

Drugie wejście było stricte obikowe. Taj pięknie pracował na parówki ale zdziwiony był pracą z Agnieszką. Jak tak sobie przypomnę, to od zawsze ćwiczy tylko ze mną a tutaj nagle obca pani wymaga posłuszeństwa. Agnieszka wprowadzała nam nowe rzeczy i musiała pokazać jak wygląda prawidłowo wykonane ćwiczenie a Taju starał się to zaprezentować, jednocześnie zerkając w moją stronę, szukając ratunku 😉 Ale paróweczki od tej złej, obcej pani to pożerał 😛

Zaczęliśmy więc od podążania za przewodnikiem- tak jak mówię pojechałam kompletnie zielona i liczyłam na dobrą zabawę 😉 Przemieszczaliśmy się w różnych kierunkach, dużo skręcaliśmy, pilnowaliśmy kontaktu wzrokowego, nauczyłam się poprawnego wydawania smaksów. Pies pięknie myślał więc zaczęliśmy nakierowywanie z marszu do siadu przy nodze a nawet dwa kroki marszu z psem. W tym przypadku też wyszły na jaw moje błędy, których konsekwencje pojawiały się w psie odruchowo. Obecnie, podczas odrabiania zaleconych ćwiczeń, cały czas pilnuję odpowiedniej postawy.

O ile pierwszy dzień był słoneczny i okoliczności do nauki bardziej przyjazne, to drugiego dnia była ulewa. Dosłownie lało bez przerwy przez kilka godzin. Bałam się jak zareaguje na to Taj, który jest psem podkołdernikiem ale jakimś cudem, chwilę przed naszym wejściem się rozpogodziło i później nie spała już z nieba ani kropelka. Ja niestety byłam bardzo zmarznięta i przemoczona bo korzystałam z okazji i oglądałam inne psy- zawsze jestem ciekawa pracy innych teamów.

Zaczęliśmy bardzo ambitnie. Agnieszka przygotowała dla nas (początkujących) fajne, rozwijające zadania. Dużo czasu poświęciliśmy na pace-kice. O ile „pac” było dla niego zrozumiałe ale niechętnie wykonywane z powodu mokrej trawy to „kic” było nowością. Jakiś czas zajęło mu zrozumienie, że łapki jak się podnoszą to muszą opaść 😀 Próbował i kombinował prosząc i wymachując nimi przed nami ale już wiedziałam jak ćwiczyć. Nie uczyłam go tego nigdy wcześniej bo nie miałam takiej potrzeby ale teraz, prawie codziennie to szlifujemy. Pojawia się TA fajna dynamika 🙂

Mądra praca:

I kopytne szaleństwo:

Rozszerzyliśmy też zakres ćwiczeń w marszu, dostaliśmy kolejne utrudnienia 🙂 Agnieszka w trakcie ćwiczeń szybko wyłapywała zawahania Taja, podsuwała kolejne patenty jak ulepszyć daną rzecz a ja w trakcie ćwiczeń starałam się to wszystko zapamiętać. Tajson nie jest psem do dłubania, ciągłych powtórek, on woli pobiec, poskakać, gonić. Gdy za długo wałkujemy dany fragment, frustruje się i denerwuje. Nigdy nie myślałam, że da się cokolwiek z tym zrobić a Aga w krytycznym momencie nakręciła go na pracę jeszcze mocniej niż na początku. To się nazywa magia!

Oczywiście nie mam na myśli zmuszania psa do treningu. Tajson jest typową maszyną– zawsze gotowy i chętny, nie odmawia pracy. No ideał. Niestety nie chce mu się powtarzać ćwiczeń kilka razy. Wtedy się dekoncentruje, rozgląda, irytuje, czasem nawet odchodzi. Dlatego nie prowadzę takich sesji długo (w jego pojęciu) i zawsze fajnie nagradzam a Agnieszka nie pozwoliła mu się nawet sfrustrować. To było fajne 🙂 I w żaden sposób nie wpłynęło na złe samopoczucie psa. Bo on w tym co robimy, jest dla mnie najważniejszy 🙂 

Pobawiliśmy się też zabawkami, już prawie na koniec, to była najlepsza nagroda. Przy okazji trening „puść” bo czasem się chłopina zapomina 😉 I takiego nakręconego wykorzystaliśmy jeszcze do początków trzymania koziołka. To była naprawdę bardzo krótka sesja bo mózg już parował i było „koniec” i Taj się skończył…

Przyznam szczerze, że chyba nie widziałam go jeszcze takiego zmęczonego. Zresztą, na niego wpływają wszystkie elementy otoczenia- jazda samochodem, deszcz, inne psy, obce miejsce i nowe ćwiczenia.

Lubię wyjazdy i takie długie seminaria bo wciąż walczę z przyzwyczajaniem Taja do klatki. Nie poddam się. Będzie w końcu taki dzień, że dziób będzie zamknięty 🙂

Na koniec napiszę, że jestem bardzo zadowolona ale to chyba łatwo wywnioskować. Opinia o Agnieszce została taka, jaka była. Proponowała nam fajne, ciekawe zadania na odpowiednim poziomie. I tyle powinien dobry trener dostarczać. Całe szczęście, o Tajsonku też mówiła dobrze i chwaliła moją bestię 😀 Mam nadzieję, że jeszcze uda nam się kiedyś spotkać 🙂 Serdecznie polecamy!

Ps. Powinnam wtrącić, że na koniec seminarium, Agnieszka weszła na plac ze swoim psem, Enterem. Chodził jak konik. Dosłownie. Jeszcze zbieram szczenę z podłogi 😀

Ps 2. Wszystkie zdjęcia napstrykała Diana <3 DZIĘKUJĘ!

Byłam tak skupiona na pracy, że nawet nie wiem kiedy je robiła 😛